Taki trend winien być ostrzeżeniem przed możliwością wystąpienia dekonwergencji. Proces różnicowania wycen papierowów wartościowych będzie reakcją na zbyt optymistyczne postrzeganie perspektyw rynków wschodzących.
Zjawisko konwergencji rozpoczęło się pod koniec 2001 r. i trwało przez większość ubiegłego roku. Jednak ze względu na silną dekoniunkturę na największych giełdach akcji objawiało się przez większość czasu mniejszym tempem spadku kursów. Sprzyjało temu oczekiwanie, że wstąpienie w struktury unijne i idąca za tym pomoc finansowa zaowocują przyspieszeniem tempa rozwoju nowych krajów członkowskich i wyrównywaniem się standardów życia. Ten proces jest określany mianem konwergencji realnej. Trwała przy tym silna hossa w segmencie papierów skarbowych. Ich ceny w górę pchały oczekiwania na szybkie przyjęcie euro. To jest uwarunkowane spełnieniem określonych kryteriów makroekonomicznych. Z punktu widzenia instrumentów skarbowych wszystkie one sprowadzają się do obniżenia stóp procentowych (sprzyjają temu warunki z traktatu z Maastricht, mówiące o niskiej inflacji i ograniczonym deficycie budżetowym). Tutaj mamy do czynienia z tzw. konwergencją nominalną. W obu przypadkach występowało również korzystne zjawisko obniżania premii za ryzyko inwestycyjne.
Euro nie tak szybko
Teraz okazuje się, że ani w ujęciu nominalnym, ani realnym konwergencja nie dokona się tak szybko, jak wcześniej sądzono. Największe kraje akcesyjne, głównie Polska i Węgry, nie tylko przesuwają termin przyjęcia wspólnej waluty, ale, co ważniejsze, przestają z tego czynić strategiczny cel prowadzonej polityki gospodarczej. O ile w Polsce jeszcze niedawno mówiło się o możliwości wejścia do strefy euro w dwa lata od członkostwa, czy wręcz o jednostronnej euroizacji, to obecnie najwcześniejszym możliwym terminem są lata 2008-2009. Główną przeszkodą dla większości państw kandydackich jest wysoki deficyt budżetowy, znacznie przekraczający parametry narzucane układem z Maastricht. Szybkie obniżenie deficytu utrudnia z jednej strony spowolnienie gospodarcze, z drugiej koszty akcesji, których uniknąć się nie da. Pomimo pojawiających się co pewien czas optymistycznych prognoz, gospodarka strefy euro jest pogrążona w stagnacji. Nie widać symptomów przezwyciężania tych negatywnych tendencji. To wszystko stawia pod znakiem zapytania kontynuowanie procesu konwergencji w ujęciu nominalnym i ogranicza oczekiwania na szybkie efekty konwergencji realnej.
Węgry w ogonie