Wczoraj resort przedstawił analizę skutków wprowadzenia podatku, zapowiadaną wcześniej przez wicepremiera Jerzego Hausnera. Wynika z niej, że przejście na podatek liniowy może kosztować budżet nawet 14,75 mld zł. Stanie się tak wtedy, gdy wprowadzona zostanie stawka 18%, kwota wolna wyniesie 4 tys. zł i zostaną zachowane ulgi dla wspólnie rozliczających się małżeństw i osób samotnie wychowujących dzieci. Jeżeli ulgę zlikwidowanoby, budżet musiałby być przygotowany na ubytek dochodów w wysokości 14,4 mld zł. W roku 2007 zmalałby on prawie o połowę i wyniósłby 8,7 mld zł.
Fakt, że takie kwoty straciłby budżet, oznacza, że o tyle więcej zostałoby w kieszeniach podatników. Z tym że - jak zaznaczają urzędnicy resortu finansów - część podatników, którzy korzystają z ulg, zapłaciłaby fiskusowi nawet więcej, niż płaci obecnie.
- Według mnie, dane te nie uwzględniają tego, że w wyniku wprowadzenia podatku liniowego wzrosną wpływy z tytułu podatków pośrednich. Ponadto na wzrost dochodów państwa wpłynie ujawnienie się szarej strefy - uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Z przedstawionej przez resort finansów analizy wynika, że z najmniejszym ubytkiem dochodów budżetowych mielibyśmy do czynienia w wariancie zakładającym stawkę podatku w wysokości 19%, kwotę wolną na poziomie 3,1 tys. zł oraz likwidację ulgi małżeńskiej. Wówczas przyszłoroczne dochody państwa zmniejszyłyby się o 8,4 mld zł, a w 2007 roku o 2,68 mld zł.
Czy ministerialna analiza pozwala mieć nadzieję na wprowadzenie podatku liniowego od przyszłego roku? Zdaniem eksperta PKPP duże znaczenie będą miały negocjacje w Komisji Trójstronnej. - Panuje przekonanie, że wprowadzony zostanie podatek o jednej stawce dla dochodów z wszystkich rodzajów działalności gospodarczej w wysokości 19%. Nie ma jednak zgody na to w odniesieniu do dochodów osobistych. Negocjacje jednak jeszcze się nie skończyły. Mam nadzieję, że podatek liniowy wejdzie - jeżeli nie od przyszłego, to od 2005 roku - powiedział J. Mordasewicz.