Odszedł Leszek Paga - współautor rynku kapitałowego w Polsce. Rynek kapitałowy powinien być dziełem anonimowym. Najlepiej rozwija się tam, gdzie organicznie i stopniowo wrasta w rzeczywistość gospodarczą oraz obyczaje. Jak w Anglii czy Ameryce. Ale nam komunizm urwał 50 lat i na progu lat 90. trzeba było zaczynać od nowa.
Europa postkomunistyczna poszła drogą na skróty, a widzialna ręka państwa miała istotny udział w odbudowie systemu finansowego. Dlatego rynek kapitałowy ma swoich autorów, czyli budowniczych i pionierów. Oczywiście, nie byli to jedynie urzędnicy z gmachu dawnej cenzury, przy ulicy Mysiej w Warszawie. Warto pamiętać szefów pierwszych firm, które zaryzykowały emisję giełdową, pierwszych ludzi w czerwonych szelkach oraz pierwszych inwestorów. Ale rola Leszka Pagi jest trudna do przecenienia.
Koncepcja i zasady publicznego obrotu papierami wartościowymi zrodziły się w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych i stamtąd przeniosły w realną ekonomię. Leszkowi przypadła niewdzięczna rola egzekutora wysokich standardów obrotu, czyli policjanta rynku. Świadom luki cywilizacyjnej, był gorącym orędownikiem wskoczenia z marszu na europejski poziom. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Oznaczało to nieuchronny konflikt ówczesnej Komisji Papierów Wartościowych z środowiskami maklerskimi, oddolnie eksperymentującymi na lokalnych giełdach. Wiem coś o tym, bo jako minister byłem częstym adresatem skarg i zażaleń. Leszek Paga wytrzymał napięcie, nie popuścił i po kilku latach można było zbierać owoce. Uczestnicy rynku oswoili się z europejskimi standardami, okrzepła najlepiej zorganizowana giełda na wschód od Łaby. Leszek Paga zapisał się na trwałe w gronie odnowicieli rynku kapitałowego.
Nie znaczy to, że nasza wyprawa w poszukiwaniu straconego czasu zakończyła się pełnym sukcesem. Nie mogła, gdyż jesteśmy spóźnionymi uczestnikami globalizacji, a nasza giełdowa droga na skróty wypadła w czasie, gdy konsolidował się rynek europejski, a traciły impet giełdy regionalne i krajowe. Tego akurat nie mogła zmienić najlepsza wola i wyobraźnia Pagi czy Rozłuckiego. Klasa i wyobraźnia ojców założycieli sprawiły, że osiągnęliśmy maksimum tego, co można było wykrzesać w warunkach naszego historycznego spóźnienia. Łącznikiem pomiędzy epoką pionerów a dniem dzisiejszym jest osoba prezesa Rozłuckiego, który przetrzymał rozmaite polityczne burze i trwa, niczym opoka fachowości, pośród powszechnego upartyjnienia. Dobre i to, skoro nie ma dobrego klimatu dla rynku, czyhają podatki, a sprawa Stoenu jeszcze bardziej zagęści atmosferę wokół prywatyzacji, ze szkodą dla publicznych ofert. Cóż, minął czas pionierów, a dzisiejsze realia rynku nie mogą odbiegać od średniej krajowej...