Wczorajsza sesja nie była tak wyjątkowa, jak ta z początku tygodnia. Wprawdzie świeca dzienna ma kolor biały, ale wnioski należy wyciągnąć nieco inne, mniej optymistyczne. Wczorajsza zwyżka dokonywała się już w znacznie słabszym stylu. Popyt nie był już tak zdecydowany. Wymowne jest to, że mimo powolnego wzrostu cen w czasie sesji, nie udało się bykom wyciągnąć ich do nowych maksimów. Wczoraj podaż była już widoczna. Pokazowe duże oferty sprzedaży na poszczególnych spółkach skutecznie onieśmielały kupujących.
Nie może także umknąć uwadze fakt, że obrót towarzyszący wczorajszej zwyżce okazał się mniejszy od wygenerowanego na sesji wtorkowej, gdzie podaż dość skutecznie zaatakowała. Zatem mimo wzrostu cen przewaga popytu nie była już tak zdecydowana. Czy mamy zatem pierwsze sygnały osłabienia w obozie byków? Na takie wnioski jest jeszcze za wcześnie. Mimo że nie zanotowano nowych maksów, nie dopuszczono także do głębszego spadku. Jest to istotne, bo właśnie dzięki spadkom mogą być przełamane poziomy wsparcia, a tym samym mogą pojawić się sygnały sprzedaży. Skoro nie ma tych pierwszych, to nie ma sensu szukać tych drugich. Sprzedawanie, gdy rynek rośnie, z nadzieją, że zaraz tendencja się odwróci, jest mało racjonalne. Pozostaje więc utrzymywać długie pozycje i spokojnie obserwować rynek.
Próby przewidzenia kierunku ruchu nawet na najbliższej sesji, same w sobie trudne, jeszcze się skomplikowały. W USA rozpoczął się sezon publikacji wyników finansowych spółek za II kw. 2003 r. Teraz od zmian zysku jednej lub drugiej spółki zależeć mogą nastroje na rynkach światowych. Ostatnio wprawdzie dało się zauważyć pewną odporność naszej giełdy na zmiany indeksów na świecie. Jest to wynikiem zwiększenia się aktywności graczy, a ta, jak wiemy, nie jest tak wysoka "na stałe".