We wtorek odwrót na kontraktach rozpoczął nieudany atak PKN na ogromną podaż przy poziomie 22 zł. W środę analogicznie z 14,5 zł walczyła TPS. Wczoraj mieliśmy wybuchową mieszankę tych dwóch spółek. Z początku sesji euforię na kontraktach wywołało szybkie przejście wspomnianego oporu na TPS, a w samo południe rozpędzony pociąg ponownie zatrzymał PKN. Kontrakty oczywiście nie naśladują zachowania tylko tych dwóch spółek, ale jeśli fundusze przechodzą tak demonstracyjne oferty sprzedaży na TPS, to wyraźnie pokazuje to zamiar dalszego kupna.

Całą byczą zdobycz popsuła jednak końcówka. Wprawdzie kilkunastopunktowy spadek z nowego szczytu budzi jedynie szyderczy uśmiech "longów", ale to już drugie w tym tygodniu wyjście na nowe szczyty i zamknięcie sesji pod ich poziomem. Dopóki będę widzieć na rynku popyt przynajmniej tak duży jak od zeszłej środy, to z prognozą spadków trzeba się wstrzymać, choć sytuacja techniczna zaczyna zapalać ostrzegawcze światełko.

Najgorzej wygląda wspomniany już brak siły do utrzymania kontraktów i indeksu na nowych szczytach. Na dziennych świeczkach mamy w ten sposób kolejne górne cienie. Z kolei na wykresie intraday inwestorzy mogli do tej pory gdybać, czy zawahanie w ostatnich dniach będzie formacją flagi/chorągiewki (wzrost), czy też skończy się często u nas występującym podwójnym szczytem (spadek). Wczorajsze zachowanie kontraktów przekreśliło oba scenariusze. Byki teraz cieszą się z nowych szczytów, niedźwiedzie z kolei oczami wyobraźni widzą już formację klina zwyżkującego. Realizując ich scenariusz kontrakty nieznacznie poprawiłyby na najbliższych sesjach ostatnie szczyty i po raz kolejny nie zdołałyby utrzymać tych wzrostów. Tylko taka ponowna słabość uzasadniałaby wyprzedzanie głębszej korekty.