- Nie ma żadnej oferty z naszej strony co do przejęcia Swiss International - poinformował Bernd Hoffmann, rzecznik prasowy Lufthansy. Odmówił jednocześnie komentarza w sprawie ewentualnych rozmów między obiema firmami. Niemieckie linie lotnicze podały wcześniej, że byłyby chętne do kupna kulejącej spółki ze Szwajcarii, ale tylko pod warunkiem wprowadzenia planu restrukturyzacyjnego. Zakłada on m.in. zmniejszenie zatrudnienie i floty o jedną trzecią oraz zakończenie trwającego sporu z pilotami na tle płac.

- Lufthansa na pewno jest zainteresowana szwajcarskim rynkiem. Jednak, ze względu na swoich akcjonariuszy, jest w stanie ponieść tylko ograniczone ryzyko inwestycyjne - powiedział agencji Bloomberga Patrik Schwendimann, analityk Zuercher Kantonalbank. Takie wypowiedzi potwierdzają jak najbardziej dane finansowe Swiss International. Żeby przetrwać, spółka ta potrzebuje obecnie 500 mln franków (362 mln USD). Jest to więcej niż jej wartość rynkowa, która wynosi ok. 420 mln franków. Co gorsza, pomocy Swiss International odmówił szwajcarski rząd. Wcześniej, przy tworzeniu tego podmiotu z upadłych linii Swissair i mniejszego lokalnego przewoźnika Crossair, państwo wyłożyło na dokapitalizowanie spółki 2 mld franków. Nadzieją dla linii są obecnie miejscowe banki UBS i Credit Suisse, które łącznie mają 23% jego udziałów. Nie wykluczają one dalszej pomocy finansowej dla Swiss International.

Szwajcarskie linie lotnicze pozostają w niepewnej sytuacji. Muszą w dalszym ciągu szukać inwestorów, a tych jest raczej mało. Wielu innych przewoźników, m.in. w wyniku wysokich cen ropy naftowej i zmniejszenia liczby klientów (po atakach terrorystycznych i epidemii SARS) również boryka się z problemami finansowymi. Także Lufthansa zlikwidowała niedawno liczne nierentowne połączenia i wciąż zwalnia pracowników.