GPW bez trendu
Żeby waluty i forex mogły zaistnieć w zbiorowej świadomości, potrzebnych było kilka czynników. Do takich zaliczyłbym coraz bardziej męczący trend boczny na kontraktach na WIG20, który dotychczas był głównym teatrem działań polskich traderów (spekulantów). GPW nie zdecydowała się podjąć dyskusji na temat zwiększenia mnożnika na kontraktach (propozycja padła ze strony krajowych brokerów), co mogłoby poprawić zmienność naszego rynku. Zamiast tego giełda forsuje wprowadzenie opcji, czemu część krajowych brokerów przygląda się niechętnie. Taka rozbieżność między intencjami zarządu giełdy i działających na niej biur maklerskich wynika z faktu ich małego wpływu na funkcjonowanie rynku. Teraz, kiedy wzrost notowań i trwający już ponad cztery miesiące trend starają się nadrobić to, co zepsuł zarząd GPW, jest już za późno. Traderzy spróbowali, jak wygląda prawdziwa spekulacja, z prawdziwymi trendami i niskimi kosztami. Duża część z nich, a raczej na pewno ci, którzy najwięcej potrafią, już tu nie wrócą.
Forex nie zaistniał jednak tylko dlatego, że nasz krajowy rynek jest słaby. Elektroniczne platformy do handlu na foreksie pokazują przynajmniej notowania 10 par walutowych. Z reguły przynajmniej na kilku z nich trwają jakieś trendy. W jednym miejscu mamy zatem zgromadzonych kilka rynków, na których coś się dzieje. Marazm na GPW zbiegł się w czasie z kontynuacją trendu wzrostowego na euro/dolar, najpopularniejszej w Polsce parze walutowej (poza parami, w których skład wchodzi złoty). Na przykład między 7 kwietnia a 12 maja tego roku wartość wspólnej waluty wzrosła o 8%, co przy wykorzystaniu 100-krotnego lewara przekłada się na 800-proc. zysk. Do tego bardzo "tendencyjnego" przykładu wybrałem tylko fragment większego trendu. Takich okazji do zarobku było w ostatnim czasie na tym rynku więcej.
W rozreklamowaniu idei inwestowania na foreksie dużą rolę odgrywa organizacja. Rdzeń nieregulowanego rynku walutowego stanowią banki, dopiero do nich "doczepieni" są duzi brokerzy, zaś do tych większych brokerów mniejsze podmioty. Wszystkim zależy, żebyśmy handlowali właśnie u nich. Dbałość o klienta jest zatem podstawą funkcjonowania. Dbałość ta przejawia się m.in. w błyskawicznych odpowiedziach na wszelkie pytania, co u nas w dalszym ciągu jest rzadkością. Szeroka gama dostępnych zleceń, w połączeniu z wysokim zaawansowaniem technologicznym platform transakcyjnych i płynnością rynku sprawiają, że możliwa jest bardzo dokładna kontrola ryzyka. Klient jest tutaj prawdziwym panem. Niektóre duże firmy brokerskie oferujące handel na foreksie mają w Polsce swoich przedstawicieli. Dzięki temu część platform transakcyjnych została przetłumaczona na język polski. To duża zaleta w konkurencji z zagranicznymi biurami maklerskimi, działającymi na rynku kapitałowym.
Rynek nie dla każdego
Przedstawione zalety mogą sugerować, że forex to rynek idealny, ale tak nie jest. Przede wszystkim to rynek nieregulowany, co oznacza, że nie ma instytucji, jaką jest np. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, która nadzorowałaby obrót na nim. Nadzorowi (dobrowolnie) poddaje się za to część firm brokerskich działających na tym rynku. Wybierając niewłaściwego pośrednika można trafić na kogoś, kto będzie chiał ukraść nasze pieniądze.