odczas dzisiejszej sesji na polskim rynku walutowym (podobnie zresztą jak i czeskim, słowackim czy węgierskim) mieliśmy do czynienia z atakiem w wykonaniu dealerów z Londynu, mającym na celu osłabienie walut z rejonu. Doszli oni po prostu do wniosku, że w tej chwili nastrój na rynku jest dla takiej "akcji" sprzyjający. Okazało się, że mieli rację - lokalne banki nie są zainteresowane kupowaniem PLN i w efekcie polskiej waluty bronili tylko klienci (którzy wykorzystywali przekroczenie poziomu 4,00 i 4,49 do sprzedaży odpowiednio USD i EUR).
Jednak, jak doświadczenie podpowiada, takie masowe kupno walut w wykonaniu prop traderów (prop to skrót od property - tj. traderów działających tylko na własny rachunek) kończy się bardzo gwałtownie - w momencie kiedy dochodzą oni do wniosku, że ich pozycje przyniosły im odpowiedni zysk. Wtedy zaczyna się ostra jazda w dół. Dlatego, moim zdaniem, teraz najlepszą strategią jest czekanie na ruch z ich strony.
Dolar kwotowany był na zamknięciu dnia na poziomie 4,0000, podczas gdy EUR przy 4,4760.