Piątek upłynął pod znakiem ogromnej przeceny polskich obligacji. Co odróżniało dzisiejszą sesję od poprzednich to fakt, że ten ruch dokonał się niemal zupełnie bez udziału rynków zagranicznych - futures na Bundy były stabilne. Za sprzedażą stali przede wszystkim inwestorzy krajowi - zarówno banki, jak i instytucje niebankowe. Wraz ze spadkiem cen, zmniejszał się popyt, a zwiększała podaż (aktywacja stop-lossów). W rezultacie wyprzedaż przybierała w niektórych momentach postać paniki. Kotwicą okazały się tylko papiery 2-letnie.
W obecnej sytuacji rynek zupełnie oderwał się od fundamentów - inwestorzy na polskim rynku nie patrzą ani na Bundy, ani na dane makro. Teraz liczy się tylko momentum. A to nakazuje pozbywanie się obligacji. Dlatego chociaż obecne poziomy cenowe wyglądają atrakcyjnie, otwieranie pozycji może okazać się bardzo ryzykowne. Przypomina mi się stare dobre przysłowie techników - "nie łapie się spadających noży".