Atmosfera na piątkowej sesji była raczej nudna i przypomniała nam, że mamy sezon urlopowy. Środowy i czwartkowy spadek wywołany zniżkami na rynkach zagranicznych, zakończył się na poziomie około 1340 pkt. Ten dołek stał się wsparciem. Po piątkowej sesji tym wyraźniej widoczny jest trend boczny w przedziale 1340-1369 pkt..

Wzrost WIG20 odbył się przy znacznie mniejszych obrotach niż średnie z ostatnich 10-ciu sesji. Dopiero ostatnie 2 godziny spowodowały wzrost obrotów, ale już bez wzrostu cen akcji. Wygląda więc na to, że podaż okopała się na wyższych poziomach, oczekując na rozwój sytuacji, dając jednak, od czasu do czasu, znać o sobie. O ile popyt nie uderzy zdecydowanie silniej, by pokonać maksima cenowe na kilku głównych spółkach z indeksu (co wywindowało by WIG20 ponad 1390 pkt.) - należy powątpiewać w możliwość pokonania szczytów. Po uwzględnieniu ujemnej bazy, nie odnawiałbym długich pozycji przed pokonaniem na kontraktach poziomu 1375 pkt. Ale średnioterminowo długie są nadal aktualne, bo przecież trend wzrostowy jest faktem.

Warto zwrócić uwagę na to, że indeks w piątek urósł prawie wyłącznie dzięki dwóm spółkom: KGHM i Prokom. Od kilku sesji przy pewnych poziomach cenowych, systematycznie ujawnia się podaż na PKN, Pekao, TP. Każe ona się spodziewać dłuższej konsolidacji w przedziale 1340-1365 pkt.. Sygnałem ostrzegawczym przed wyjściem z tego kanału będzie wzrost LOP powyżej 20 tys.

Karty są nadal w rękach byków - to od nich zależą dalsze zakupy. Jeśli nie ruszą bardziej zdecydowanie do przodu - podaż zepchnie notowania. W czarnym scenariuszu nawet do poziomu średnioterminowej linii trendu, przebiegającej obecnie ok. 1260 pkt.