Nadszedł czas podatkowych rozstrzygnięć. Rząd musi odkryć podatkowe karty, prezentując ostateczną wersję budżetu 2004. Pośród kilku niewiadomych, dotyczących opodatkowania działalności gospodarczej, wiadomy jest zamysł opodatkowania giełdy. A to oznacza, iż dojdzie do starcia. W Sejmie bowiem zalegają dwie bliźniacze inicjatywy poselskie, przeciwne intencjom rządu. W obu wypadkach celem jest przedłużenie zwolnienia podatkowego dla zysków kapitałowych do 31 grudnia 2006 roku. Zwolnienie wygasa z końcem tego roku. Jeśli do końca 2003 r. nie zostaną wprowadzone nowe przepisy dotyczące opodatkowania tej kategorii dochodów, to będą one opodatkowane na zasadach ogólnych, tj. wedle obowiązujących stawek 19, 30 i 40%. Rząd chce podatku 19-procentowego od 2004 roku, przy czym dochód ze zbycia papierów wartościowych byłby rozliczany raz w roku, w odrębnym zeznaniu, składanym do 30 kwietnia po roku podatkowym. Skromny ukłon pod adresem uczestników obrotu giełdowego polega na braku zaliczek na poczet podatku oraz zwolnieniu z podatku dochodów uzyskanych ze zbycia papierów nabytych w obrocie publicznym przed 1 stycznia 2004 roku. Wiemy też o komplikacji dotyczącej wspólnego opodatkowania małżonków, ale dalej wiedza szczegółowa się kończy, bowiem rządowa nowela ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych nie trafiła jeszcze do Sejmu.
Rządowy projekt zderzy się z inicjatywą poselską. Jej sednem jest trzyletnie moratorium podatkowe, czyli stosowny oddech dla giełdy w Warszawie w okresie, gdy szuka swego miejsca w systemie rynku kapitałowego Unii Europejskiej i pośredniczy w dokończeniu polskiej prywatyzacji. Uzasadnienie jest oczywiste dla czytelników PARKIETU. Odwołuje się do przykrych doświadczeń Budapesztu i własnej nieudanej próby opodatkowania giełdy w połowie lat 90. Wskazuje na różnorakie rozwiązania w Europie Zachodniej, skrycie lub bardziej otwarcie faworyzujące własne rynki kapitałowe. Pokazuje na malejący udział inwestorów indywidualnych w Warszawie, istotnych dla utrzymania płynności, czyli właściwej wyceny spółek. Uzysk budżetowy z podatku giełdowego jest wątpliwy, szkoda spowodowana przez zachłanność fiskusa wydaje się pewna. Jest to przekonywująca argumentacja dla wszystkich tych, którzy traktują giełdę jako narzędzie alokacji kapitału, czyli istotny mechanizm rozwojowy polskiej gospodarki.
O losach podatku giełdowego rozstrzygnie rachunek polityczny, a nie argumenty merytoryczne. Dlatego niżej podpisany zabiegał o szeroki front poparcia dla inicjatywy poselskiej. Podpisy Platformy Obywatelskiej, PiS i SKL to za mało. Kluczem było pozyskanie posłów SLD. Znaleźli się tacy. Dlatego są pewne szanse powodzenia.