Ceny złota rosły wczoraj piąty dzień z rzędu. Uczestnicy tego rynku oczekują bowiem, że coraz większe wydatki militarne spowolnią tempo wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. A wtedy wzrośnie popyt na złoto, traktowane jako alternatywna inwestycja. Bezpośrednią przyczyną wzrostu ceny złota była informacja o przetransportowaniu 2 tys. marines na Morze Śródziemne z możliwością skierowania ich do Liberii, gdzie rebelianci są coraz bliżsi zdobycia stolicy i obalenia prezydenta Taylora. Z reguły wzrost międzynarodowego napięcia powoduje zwyżkę ceny złota. Uncja tego kruszcu z dostawą w sierpniu zdrożała o 1,5 USD lub 0,5%, do 352,5 USD na nowojorskim rynku Comex. Od 15 lipca złoto zdrożało już o 3% i jego cena jest o 9% wyższa niż przed rokiem.

Cena ropy naftowej ponownie wczoraj spadła, gdyż na rynku dominuje przekonanie, że obecny popyt na benzynę w USA nie jest wystarczająco duży, by powodować dalszy wzrost cen tego surowca, który i tak od końca kwietnia podrożał już o 22%. Poza tym meteorolodzy odwołali ostrzeżenia przed kolejnym huraganem, który jeszcze w poniedziałek wydawał się groźny dla instalacji naftowych nad Zatoką Meksykańską. Baryłka ropy Brent z dostawą we wrześniu na giełdzie w Londynie kosztowała po południu 28,40 USD, wobec 28,69 USD na zamknięciu dzień wcześniej.

Ceny miedzi praktycznie wczoraj nie zmieniły się. Rynek czeka na więcej dowodów ożywienia gospodarczego w USA, które spowodowałoby wzrost popytu na miedź. Zakupów spekulacyjnych zaś prawie nie ma, bo dla tego typu inwestorów obecna cena jest zbyt wysoka. Po południu w Londynie tona miedzi z dostawą za trzy miesiące kosztowała 1704 USD, a więc o 2 USD więcej niż na poniedziałkowym zamknięciu.