- Spadki w nakładach inwestycyjnych ulegają stopniowemu wyhamowaniu. Ale poprawa następuje dużo wolniej, niż sądziliśmy - ocenia Krystyna Strzała z Instytutu. - Łączymy to z niskimi wpływami z prywatyzacji - dodaje. Jej zdaniem, brak ożywienia w inwestycjach ma związek z niestabilnością polityczną. - Nadal nie wiadomo, w jakim kierunku pójdą reformy podatkowa i całego systemu finansów publicznych. To powoduje, że Polska jest coraz mniej atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów - twierdzi ekonomistka. - Dlatego obniżyliśmy naszą prognozę wzrostu inwestycji w tym roku - mówi inny ekspert Instytutu Maciej Grabowski (spadek z 3,2%, do 1,9%).
Specjalistów martwi też sytuacja na rynku pracy. - Oczekiwaliśmy głębszego spadku bezrobocia. Spodziewamy się, że - po okresie sezonowej obniżki - na koniec roku jego poziom wzrośnie do 18,6% - twierdzi K. Strzała. W czerwcu odsetek osób bez pracy obniżył się do 17,8%, z 17,9% w maju. Był to czwarty z rzędu miesiąc spadków.
W opinii K. Strzały, zdziwienie budzi bardzo niska skala wzrostu konsumpcji indywidualnej, wynikająca z danych o PKB za pierwszy kwartał (wzrost o 1,4% rok do roku wobec 3,5% w czwartym kwartale 2002 r.). - Dane te są tym bardziej zastanawiające, że w pierwszych pięciu miesiącach tego roku sprzedaż detaliczna wzrosła realnie o ok. 5% - mówi ekonomistka. Jej zdaniem, dane GUS dotyczące konsumpcji zostaną zrewidowane.
IBnGR podniósł swoją prognozę wzrostu gospodarczego w tym roku. W tej chwili jest ona zbliżona do szacunków wicepremiera ds. gospodarczych Jerzego Hausnera. Ale prognozy na następne lata są bardziej pesymistyczne: Instytut oczekuje w 2004 r. 3,8-proc. wzrostu PKB, a w następnym roku 4,2-proc. (wicepremier liczy odpowiednio na 5% i 7%).
- Czekamy na wyniki trzeciego kwartału. One pokażą, czy ożywienie obserwowane w drugim kwartale jest trwałe - mówi k. Strzała. - Jeżeli dobre dane się potwierdzą, to będziemy myśleć o kolejnej korekcie naszych prognoz - dodaje.