Według bankowców, od końca ubiegłego roku obserwuje się wzrost zadłużenia w złotych. W tym czasie znacznie spadło zainteresowanie dolarem amerykańskim i euro. Powód jest prosty - złoty znacząco osłabił się w stosunku do tych walut. Szczególnie dotyczy to euro. Osoby, które rok czy dwa lata temu zaciągnęły kredyty denominowane w tej walucie, dziś straciły na tym. Dla przykładu, w pierwszych miesiącach 2002 roku 1 euro kosztowało 3,6 zł, a obecnie trzeba za nie zapłacić ponad 4,4 zł. Oznacza to, że przy miesięcznej racie np. w wysokości 100 euro klient płaci o 80 zł więcej niż półtora roku temu.
Straty
na kredytach w euro
- Jeśli ktoś wziął w zeszłym roku kredyt denominowany w euro, to dzisiaj, mimo spłacania go przez rok, ma zadłużenie wyrażone w złotych wyższe niż w momencie jego otrzymania - twierdzi Tomasz Geburczyk, dyrektor Departamentu Strategii i Rozwoju Produktów w BZ WBK. To, w jego opinii, wynik zmiany kursu walut, która jest poza udziałem klienta i banku. Wyjaśnia on, że właśnie dlatego banki od kilku miesięcy zachęcają do zaciągania kredytów mieszkaniowych w złotych. Dzięki temu znika ryzyko kursowe.
- Ten trend, obserwowany już w zeszłym roku, przybiera na sile wraz z obniżką oprocentowania. Różnica między kosztem kredytu walutowego i złotowego jest tym samym coraz mniejsza. Sprawia to, że nie uzasadnia ona podejmowania ryzyka kursowego. Jest ono większe niż różnica w oprocentowaniu - dodaje T. Geburczyk.