Reklama

TUW tylko ogólnopolski

Z Janem Sochą, doradcą Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego ds. Ubezpieczeń w Rolnictwie i Gospodarce żywnościowej, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 01.08.2003 10:36

Jak ocenia Pan obecną sytuację w ubezpieczeniach rolnych?

Określiłbym to szerzej - w ubezpieczeniach w rolnictwie i gospodarce żywnościowej.

Niech będzie, ale wróćmy do Pańskiej diagnozy.

Jest i było źle.

Jakie są w takim razie przyczyny tego złego stanu?

Reklama
Reklama

Podstawową przyczyną jest brak świadomości potrzeby ubezpieczania się u polskich rolników. Dam przykład. Jeśli rolnikowi spalą się na przykład budynki gospodarcze, to najczęściej idzie do samorządu czy wojewody po zapomogę. Na pytanie, dlaczego się nie ubezpieczył, odpowiada, że myślał, że mu się nigdy obora nie spali. Kolejne przyczyny to zubożenie rolników, stosunkowo mizerna i standardowa oferta ubezpieczeniowa (brak indywidualizacji).

Przed rokiem 1990 istniał przymus ubezpieczeniowy w rolnictwie. Może wrócić do tego pomysłu.

Nakazem się niczego nie rozwiąże. Przed rokiem 1990 ubezpieczenia były obowiązkowe i stanowiły swego rodzaju podatek. Nie było to więc dobre rozwiązanie.

To co można zrobić?

Należy pomyśleć o stworzeniu spójnego systemu pomocowego, który szczególnie w rolnictwie, dotykanycm klęskami naturalnymi jest niezbędny. Proszę zwrócić uwagę, co rząd robi, gdy jakiś region dotknięty zostanie klęską żywiołową, np. suszą. Najczęściej uruchamia dopłaty do kredytów oferowanych przez banki komercyjne. Wspaniale, tylko ja nigdy nie widziałem rzetelnej analizy, kto z tych kredytów korzysta.

Nie ci, którzy takiej pomocy najbardziej potrzebują?

Reklama
Reklama

Pozostawiam to bez odpowiedzi. Uważam, że tę pulę pieniędzy, a w skali roku kwoty te dochodzą do kilkudziesięciu milionów złotych, można by przeznaczyć na fundusz klęsk żywiołowych. A kredyty powinny być oprocentowane według rynkowych stóp...

No dobrze, ale czy znajdzie Pan poparcie polityczne dla takich rozwiązań?

Ależ proponowana idea nie wymaga dodatkowych pieniędzy, prócz tego, co rząd wypłaca do tej pory.

A może wynika to ze słabości ubezpieczycieli, którzy przegrywają walkę o te środki z bankami?

To prawda. Większość firm nie jest zainteresowana, ze względu na wysokie koszty akwizycji i niskie przychody ze składek, ubezpieczeniami w rolnictwie. Ponadto towarzystwa nie są w stanie bez wsparcia zewnętrznego udżwignąć wypłat szkód klęskowych.

Słyszał Pan o koncepcji stworzenia sieci samorządowych tuwów, których członkami byliby rolnicy?

Reklama
Reklama

Zgadzam się z tym, że najlepszą formułą dla rolnictwa jest towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych. Należy jednak pamiętać, że w tuwach występują dwa rodzaje członkostwa: kapitałowe oraz zwykłe. W pierwszym przypadku członek dokonuje wpłaty kapitału (potem może go odzyskać - przyp. red), w drugim ubezpiecza się i wykupuje jeden udział, przez co staje się członkiem tuw. Stworzenie tuwu i jego dalszy rozwój wymaga posiadania odpowiednich środków finansowych - przecież to są także zakłady ubezpieczeń. Takich pieniędzy nie mają samorządy, a już na pewno rolnicy. Dlatego uważam, że do tworzenia tuwów należy zaangażować przedsiębiorstwa przemysłu spożywczego, przetwarzające surowce rolne, a także Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która ustawowo została zobligowana do wspierania działalności takich towarzystw. A Takźe inne agencje rządowe. W ten sposób mogłoby w krótkim czasie powstać ogólnopolskie towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych w rolnictwie i gospodarce żywnościowej. Moim zdaniem, stworzenie małych tuwów samorządowych we wszystkich powiatach byłoby procesem znacznie dłuższym. Oczywiście, mogą one i powinny powstawać, ale lepiej gdyby na zasadzie związków członkowskich stały się częścią ogólnopolskiego tuw.

Czy zakłady przetwórcze są zainteresowane kapitałowym uczestnictwem w takim tuwu?

Tak, z tego co wiem, są zainteresowane.

Skoro ARiMR jest zobligowana do wspierania tuwów i są podmioty skłonne wyłożyć pieniądze, to dlaczego takie towarzystwo nie powstaje?Dlatego, że na razie toczą się akademickie rozmowy o potrzebie stworzenia takiego towarzystwa, ale na razie na dyskusjach się tylko kończy. Nikomu nie chce się za tym pochodzić i doprowadzić sprawę do końca. Poza tym nikt tego nie będzie samozwańczo robił.

Czy stworzenie takiego tuwu jest autorskim pomysłem, czy też można znaleźć np. odpowiedniki w Unii Europejskiej.

Reklama
Reklama

Oczywiście, że tworząc taki tuw, nie wymyślamy prochu. Raczej chodzi tu o twórczą adaptację idei tuw do polskich warunków. Trzeba się zastanowić, jak wciągnąć do tego przedsięwzięcia naszych rolników. Po pierwsze, należy ich przekonać, że dzięki temu, iż tuw działa na zasadzie non-profit, będą oni mogli liczyć na niższe stawki w ubezpieczeniach. Część z tych "oszczędności" mogą przeznaczyć na zakup udziałów w tuwie, przez co rolnicy będą mogli się czuć współwłaścicielami. Inne korzyści to na przykład wyższy fundusz prewencyjny. Będzie on mógł być przeznaczany na aktywizację spółek wodnych, czyszczenie rowów melioracyjnych, dzięki czemu zapobiegnie się zalaniom. Dopiero gdy taki tuw zacznie działać i rolnicy będą się w nim ubezpieczać, można przejść do drugiego etapu - stworzenia odrębnego funduszu klęsk żywiołowych, o którym mówiłem wcześniej.

Ile czasu potrzeba, aby takie towarzystwo nie tylko powstało, ale też osiągnęło odpowiednią wielkość?

Jeżeli udałoby się dobrze powiązać działalność tuwu ze strukturami instytucji i organizacji rolniczych oraz z systemem dopłat pośrednich i bezpośrednich, czy unijnymi programami wspierającymi rozwój wsi, jak SAPARD, to myślę, że za trzy do pięciu lat mielibyśmy do czynienia w ubezpieczeniach rolnych z diametralnie inną sytuacją niż obecna.

Wróćmy jednak do początku naszej rozmowy. A może powodem, dla którego polscy rolnicy nie chcą chronić swojego majątku, jest, oprócz relatywnie wysokich cen czy niskiej świadomości ubezpieczeniowej, brak odpowiedniej oferty rynkowej?

Od zawsze byłem zwolennikiem myślenia o ubezpieczeniach z punktu widzenia rolnika, a nie tylko zakładu ubezpieczeń. Kto powiedział, że trzeba ubezpieczać plony, a nie wystarczy, iż ochroną obejmiemy nakłady pod produkcję? Po drugie, należy umiejętnie wmontować się w obieg pieniądza w rolnictwie, gdzie jak nigdzie indziej występuje sezonowość produkcji (w rolnictwie towarowym - przyp. redakcji). Jak? Przykłady można mnożyć. Krowy mleczne można ubezpieczyć mlekiem, czyli potrącać składki z puli, którą mleczarnia płaci rolnikowi co miesiąc. Po trzecie w procesie ubezpieczania powinny partycypować zakłady przetwórcze, zamawiające produkty rolników, banki spółdzielcze oraz firmy wytwarzające i dostaczające środki do produkcji rolnej.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama