To, co dzieje się z polskimi obligacjami, jest pochodną sytuacji na świecie. Przez półtora miesiąca rentowność 10-letnich obligacji rządu amerykańskiego zwiększyła się o 40%: z 3,1% do 4,4%. Tak nagły odwrót inwestorów sugeruje, że mamy do czynienia z trwałą zmianą tendencji. Miejsca na obniżkę stóp w USA prawie już nie ma, a podaż papierów w najbliższym czasie będzie gigantyczna ze względu na konieczność zaspokojenia potrzeb pożyczkowych amerykańskiego budżetu. Jeśli rzeczywiście taki scenariusz spełni się, trudno liczyć, aby polskie papiery w nim nie uczestniczyły. Tym bardziej że kondycja naszego budżetu jest również trudna. Na horyzoncie pojawia się poważne zagrożenie przekroczenia progów ostrożnościowych dla długu publicznego. Z tych powodów odsuwa się w czasie szansa na zakończenie konwergencji i przyjęcie euro.
Różne metody wyceny
Skalę problemu opisują proste obliczenia. Przyjmijmy, że duży bank ma w swoich aktywach obligacje za 10 mld zł, a spadek ich cen rynkowych dotyczy jedynie 10% z nich, czyli 1 mld zł. Tylko przy 1-proc. obniżce kursów daje to 10 mln zł. W normalnych warunkach może nie miałoby to większego znaczenia, ale banki od wielu miesięcy borykają się z dużymi problemami finansowymi. Sytuacja na rynku obligacji nie pomoże ich przezwyciężyć. Jednocześnie inwestorzy na rynku akcji akceptują obecne wysokie wyceny banków, oczekując w zamian znacznej poprawy wyników w drugiej połowie roku. Niewykluczone, że po raz kolejny czeka ich rozczarowanie.
- Trudno jednak dokładnie oszacować, jak konkretnie wpłyną na wyniki finansowe obserwowane od kilku tygodni obniżki cen obligacji - twierdzi Marcin Materna, analityk DM Millennium. Wyjaśnia, że banki w swoich portfelach mają papiery trzymane do wykupu, dostępne do sprzedaży oraz znajdujące się w portfelu handlowym przeznaczone do obrotu na rynku. Kategorie te różnią się metodami wyceny. Tylko w przypadku dwóch ostatnich uwzględnia się rynkową cenę papierów. - Uważam jednak, że wpływ wzrostu rentowności na wyniki banków nie powinien być duży. Banki znaczną część portfela przeszacowały bowiem do cen rynkowych już w ub.r. Dodatkowo długoterminowe obligacje, czyli te, które najbardziej odczuły zwyżkę rynkowych stóp procentowych, są zaksięgowane jako papiery trzymane do wykupu - dodaje M. Materna.
Robert Sobieraj, analityk z BDM PKO BP, również twierdzi, że trudno jest oszacować wpływ obecnej sytuacji na rynku obligacji na wyniki banków. - Spodziewam się jednak, że z tego powodu banki zanotują spadek dochodów. Nie będziemy mieć takiej sytuacji jak w zeszłym roku, kiedy korzystając ze zwyżki kursów sprzedawały one z dużym zyskiem papiery dłużne kupione wcześniej po niższych kursach - uważa analityk. Operacje takie przeprowadziły m.in. Pekao i BPH, które dzięki temu poprawiły wyniki za IV kwartał. Pierwszy z nich na operacjach finansowych (wynik z przeszacowania i sprzedaży papierów dłużnych) zarobił wówczas 259,2 mln zł wobec 48,6 mln zł w ostatnim kwartale 2001 roku. W przypadku BPH PBK było to odpowiednio zysk w wysokości 62,2 mln zł i strata wynosząca 15,6 mln zł. Wyniki banków w I i II kwartale br. pokazały znaczny spadek wyniku z operacji finansowych. Przykładem jest Pekao, którego dochód z tego tytułu zmniejszył się do 1,7 mln zł, z 36,2 mln zł w I kwartale 2002 roku. Wyjątkiem był BPH PBK, który odnotował zdecydowany wzrost zysków z tego tytułu.