W czerwcu aktywa funduszy inwestujących w akcje (agresywnych, zrównoważonych i stabilnego wzrostu) zwiększyły się o 571 mln zł. Wyniki lipcowe powinny być dużo lepsze. Tylko majątek podmiotów akcyjnych Pioneera wzrósł w zeszłym miesiącu o ok. 500 mln zł. Rekordowy przyrost aktywów, o ponad 120 mln zł, zanotowało ING. Fundusze akcyjne Skarbca powiększyły się o ok. 80 mln zł, PKO/Credit Suisse - o ok. 70 mln zł, a DWS - o 50 mln zł. Wysokie zyski przyciągają klientów.
Powód: bardzo wysokie stopy zwrotu z inwestycji w akcje. Najlepsze fundusze agresywne zyskały od początku roku 30-40%.
TFI cieszą się, że popularność funduszy akcyjnych rośnie, bo opłaty za zarządzanie w takich podmiotach są dużo większe niż w obligacyjnych czy pieniężnych. Napływ nowych środków utrudnia jednak pracę zarządzającym.
- Już mamy problem z ulokowaniem nowych środków na rynku. Dziennie do naszych funduszy napływa teraz po kilka milionów złotych - twierdzi Sebastian Buczek, wiceprezes ING TFI (według szacunków analityków, free float warszawskiej giełdy wynosi obecnie ok. 40 mld zł). - A to dopiero początek procesu przekształcania oszczędności Polaków z instrumentów bezpiecznych w bardziej agresywne - dodaje. - Potencjał polskich oszczędności jest znacznie większy od możliwości absorbcyjnych rynku kapitałowego - dodaje Mariusz Adamiak, dyrektor inwestycyjny w Pioneerze.
Według Pawła Bogusza, odpowiedzialnego za inwestycje funduszy DWS, największym problemem związanym z napływem nowych środków jest zmiana struktury portfela. - Zarządzający ma wtedy dylemat, czy utrzymać poprzednią strukturę, dokupując akcji za wszelką cenę, czy robić to stopniowo. W tym drugim wypadku ryzykuje jednak, że jeśli kursy będą nadal rosły, to wyniki funduszu będą gorsze od rynku - mówi. Poza tym, inwestorzy mogą być niezadowoleni, jeśli wpłacają pieniądze do funduszu, który powinien lokować w akcje np. 95% portfela, a okazuje się, że jest to tylko 80%.