Do marca tego roku na rynku występowała zależność, zgodnie z którą umacnianiu się euro względem dolara towarzyszyły spadki kursów akcji. Ogólnoświatowe spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego sprawiło jednak, że w Stanach Zjednoczonych dostrzeżono możliwe korzyści wynikające z osłabienia dolara. Ostatnio obowiązuje pogląd, że słaby dolar wzmacnia amerykańską gospodarkę (zwiększa wpływy eksporterów) oraz zmniejsza deficyt na rachunku bieżącym. A szybko rozwijająca się gospodarka to chyba jedyny czynnik, który może pomóc utrzymać wysokie wyceny amerykańskich korporacji.
Trend się zmienia
Idąc tym tropem rozumowania, zmiana trendu na parze walutowej Eur/USD może amerykańskiej gospodarce - i co za tym idzie tamtejszemu rynkowi akcji - nie wyjść na dobre. A do takiej istotnej zmiany trendu jest bardzo blisko. Wartość euro rośnie od początku 2002 roku. Ostatnia fala wzrostowa wyniosła notowania wspólnej waluty do 1,182 USD. I w tym miejscu zwyżka skończyła się. Po trzytygodniowej konsolidacji notowania wybiły się w dół. Od czerwcowego szczytu euro straciło już 5%, spadek wynikający z wysokości konsolidacji został zrealizowany. Zniżkę udało się zatrzymać dopiero na linii trendu, która obejmuje notowania od marca 2002 roku. Po kilkudniowym odbiciu wsparcie to jest ponownie testowane.
Kurs 1,1 dolara za euro jest istotny także dlatego, że na tym poziomie ukształtował się szczyt w marcu. Zejście poniżej tej wartości złamałby strukturę długoterminowego trendu wzrostowego. Mielibyśmy wtedy do czynienia z korektą całej zwyżki i spadek euro potrwałaby w takim wypadku przynajmniej do 1,05 USD.
Coraz bliżej trójkąta