Reklama

Restrukturyzacja za 63 mld zł

63 mld zł kosztowała polski budżet restrukturyzacja przemysłu. Większość pieniędzy została zmarnowana. Kolejne programy nie gwarantują prawidłowego wykorzystania funduszy publicznych.

Publikacja: 02.08.2003 11:00

Restrukturyzacja górnictwa węgla kamiennego trwa od początku przemian gospodarczych. Z problemem branży próbowało sobie poradzić 9 ministrów. Opracowali 5 programów naprawy. Ostatni przyjęty został w styczniu tego roku, a zmodyfikowany ostatnio ujrzał światło dzienne w postaci projektu ustawy o restrukturyzacji górnictwa.

Nikt już nie chce węgla

Głównymi przyczynami kłopotów tego sektora jest załamanie popytu wewnętrznego. Polska gospodarka nie potrzebuje już tyle węgla, co kiedyś. Ponadto na rynku międzynarodowym można kupić węgiel po cenie niższej, niż wynosi koszt wydobycia w polskich kopalniach. Stąd wynika, że eksport jest nieopłacalny, a polscy odbiorcy wolą kupić towar za granicą. Od lat zatem górnictwo generuje straty. Łącznie, w latach 1990-2000 wyniosły one 18 mld zł, a w przeliczeniu na ceny z 2001 r., aż 32,7 mld zł. W tym okresie na restrukturyzację wydano 19,5 mld zł w cenach nominalnych (a w cenach z 2001 r. - około 40 mld zł). Zatem cała pomoc publiczna dla górnictwa szła na pokrycie generowanych przez branżę strat.

Najwyższa Izba Kontroli wyjaśnia niepowodzenie dotychczasowych prób naprawy sytuacji górnictwa zwykłym brakiem koncepcji. - W okresie 1990-2000 brak było spójnej, długofalowej polityki gospodarczej państwa wobec sektora górnictwa - czytamy w raporcie NIK. Każdy rząd miał inny pomysł na górnictwo. Nowe plany zawierały ostrą krytykę poprzednich programów. Na dodatek, na co wskazuje NIK, żaden program nie miał na celu załatwienia sprawy w długim terminie, liczyły się głównie rozwiązania doraźne. "We wszystkich kolejnych programach przyjmowano, że prowadzona restrukturyzacja ma doprowadzić w ciągu 1-3 lat do rentowności sektora, nie określając jednocześnie, czy po jej zakończeniu w dalszym ciągu będzie konieczne stałe finansowe wspieranie sektora z budżetu państwa" - pisze NIK w raporcie.

Program wystarczy przyjąć

Reklama
Reklama

Na przyjęciu kolejnego programu naprawy górnictwa aktywność rządu się kończyła. Skutek był taki, że, według NIK, większość zarządów spółek węglowych nie realizowała planów restrukturyzacyjnych. Przykładowo w latach 1993-1995 i 1996-1997 nie tylko nie obniżono poziomu wydobycia węgla, jak zakładały rządowe programy, ale jego produkcja wzrosła. Rosły też straty branży, długi narastały, sytuacja kopalń dalej ulegała pogorszeniu, a mimo to i zarządy, i rady nadzorcze uzyskiwały od kolejnych ministrów skwitowanie swej działalności. Jedynie program z lat 1998-2001 w oczach NIK przyniósł widoczniejsze efekty. Na tle wcześniejszych zakładał najdalej idącą restrukturyzację, w tym znaczną redukcję zatrudnienia oraz wydatne zmniejszenie mocy produkcyjnych. Jako jedyny uzyskał wsparcie finansowe Banku Światowego. Reforma z 1998 r. była zarazem jedyną reformą w miarę konsekwentnie realizowaną. Dzięki temu w większości skontrolowanych przez NIK podmiotów górniczych uzyskano istotną poprawę efektywności gospodarowania.

W styczniu tego roku gabinet Leszka Millera przyjął, zmodyfikowany ostatnio, kolejny program restrukturyzacji branży. Wydatki na jego realizację w ciągu najbliższych 3 lat mają wynieść 20 mld zł, w tym 14 mld zł umorzeń długów wobec sektora finansów publicznych. Rząd założył likwidację kilku kopalń, co będzie kosztować ponad miliard złotych, oraz redukcję zatrudnienia o ok. 28 tys. osób, a pakiet osłonowy dla tych ludzi pochłonie niemal 5 miliardów. Plan zakłada funkcjonowanie tylko trzech spółek węglowych: Jastrzębskiej, Katowickiego Holdingu Węglowego oraz Kompanii Węglowej, która powstała na bazie kopalń z likwidowanych pięciu pozostałych spółek węglowych.

Huty na krawędzi

Na początku lat 90. wydawało się, że huty bez większych problemów sobie poradzą. W 1992 r. przyjęto program restrukturyzacji, który początkowo dawał wyniki. Huty notowały zyski, które w 1995 r. wyniosły aż 340 mln zł. Problemy jednak pojawiły się na początku 1996 roku. Ogólna dekoniunktura na rynku stali, niska konkurencyjność polskich hut oraz przestarzałe technologie sprawiły, że z 25, które przyjęły do realizacji program z 1992 r., 7 postawionych zostało w stan upadłości lub likwidacji, a wydatki na restrukturyzację pozostałych wyniosły ok. 17,8 mld zł. Nie przyniosło to jednak efektu w postaci uzdrowienia branży. Ubiegłoroczna strata netto hutnictwa wyniosła 1,2 mld zł, a zobowiązania na koniec 2002 r. zamknęły się w kwocie 8,8 mld zł.

Programy restrukturyzacji NIK w raporcie z marca tego roku tak skwitował: "Na przeszkodzie w dokonaniu rzeczywiście znaczących zmian stanął brak sprecyzowanej polityki i koncepcji prywatyzacyjnej, nieskuteczność działań administracji rządowej, mających doprowadzić do realizacji zawartych celów, nieskoordynowana polityka inwestycyjna, a także brak nadzoru nad realizacją programów restrukturyzacji realizowanych przez huty. Wszystko, w powiązaniu z brakiem źródeł finansowania inwestycji powodowało, że programy restrukturyzacji oparte były na nierealnych założeniach".

Liczą się tylko duzi gracze

Reklama
Reklama

Powstał nowy pomysł na hutnictwo. Cztery największe huty (Sendzimira, Katowice, Florian i Cedler) połączono w holding Polskie Huty Stali, który ma być sprywatyzowany. PHS obok majątku dostał też długi, które na koniec maja tego roku urosły do kwoty 5,8 mld zł. Jednak dzięki mocnej złotówce, poprawie koniunktury na światowych rynkach oraz efektom konsolidacji, PHS zaczyna poprawiać wyniki. Planuje zamknięcie tego roku bez strat w sprzedaży. W czerwcu, już drugi miesiąc z rzędu, spółka zanotowała zysk w wysokości 3,5 mln zł, przy rekordowych miesięcznych przychodach w wysokości ponad 660 mln zł. Dla dalszego funkcjonowania PHS potrzebuje jednak inwestora, który zasili kasę spółki kapitałem oraz pomoże spłacić część długów. Kto przejmie PHS, dowiemy się być może już 22 sierpnia. Tego dnia mija termin wyłączności na negocjacje w sprawie prywatyzacji, jaką resort skarbu przyznał międzynarodowej grupie LNM.

Mniejsi mogą odejść

O wiele gorzej się wygląda sytuacja innych hut, które nie znalazły się w rządowym programie, zaakceptowanym przez Komisję Europejską. Oznacza to, że nie mogą liczyć na pomoc publiczną. W sytuacji takiej znalazły się m.in. Huta Częstochowa, Stalowa Wola, Andrzej, Ostrowiec itd. W przypadku zakładów ze Stalowej Woli z braku możności udzielenia jej pomocy publicznej wybrnięto dzięki temu, że produkcja stali nie jest jej głównym zajęciem. Z jej struktur wydzielony został Zakład Metalurgiczny, prowadzący działalność typowo hutniczą i opracowano plan restrukturyzacyjny dla spółek prowadzących inną działalność, np. produkcję maszyn budowlanych, sprzętu wojskowego itd. Program naprawy, który zakłada pomoc publiczną w kwocie 280 mln zł, wkrótce powinien zostać zaakceptowany przez UOKiK.

W Częstochowie realizowany jest scenariusz bardziej skomplikowany. Utworzono nowy podmiot - Hutę Stali Częstochowa, która dzierżawi majątek starej Huty Częstochowa. Dla HSC poszukiwany jest inwestor, który spłaci jej długi. Są czterej chętni inwestorzy zagraniczni. Natomiast dawna Huta Częstochowa zostanie przekształcona w Park Maszynowy. Inne huty, dotąd niesprywatyzowane, miały mniej szczęścia. Większość jest w stanie upadłości a syndyk szuka zainteresowanych ich majątkiem.

Stocznie z problemami

Pomoc państwa dla stoczni w ostatnich dwóch latach koncentruje się przede wszystkim na gwarantowaniu spłaty kredytów zaciąganych na budowę kolejnych statków. Banki nie chcą bowiem pożyczać pieniędzy stoczniom w obawie przed ich bankructwem. Do tej pory rząd poręczył Stoczni Szczecińskiej Nowa kredyty na sumę ponad 426 mln zł. Z kolei Stocznia Gdynia otrzymała ponad 600 mln zł gwarancji i poręczeń kredytowych. Plan restrukturyzacji tego przedsiębiorstwa zaaprobowany przez ARP zakłada jeszcze poręczenia kredytów bankowych na sumę ponad 800 mln zł oraz różnego rodzaju pomoc publiczną w kwocie ponad 360 mln zł.

Reklama
Reklama

Z kolei zadłużenie grupy PKP przekroczyło już 10 mld zł. Od 1996 roku kolej otrzymała ponad 5,3 mld zł dotacji. W roku 2003 ustawa budżetowa przewiduje dofinansowanie przewozów regionalnych w kwocie 300 mln zł. W przyszłym roku do spółek PKP ma popłynąć z budżetu wynegocjowana przez związki zawodowe kwota 1 mld zł. To nie gwarantuje jednak, że problem kolei zostanie rozwiązany. "Bardzo trudna sytuacja PKP, jak udowodniły kolejne kontrole, była w głównej mierze wynikiem niepodjęcia w porę decyzji umożliwiających rozwiązanie narastających od dłuższego czasu problemów finansowych, technicznych, kadrowych, a także chaosu organizacyjnego, niegospodarności, istnienia luk prawnych i licznych zaniedbań" - ocenia NIK w raporcie.

To już ostatnia

restrukturyzacja

Obecny rząd przygotował kolejne programy, które tylko w przypadku górnictwa będą kosztowały 20 mld zł. Nie ma żadnej gwarancji, że i tym razem środki nie zostaną zmarnowane. Są jednak gwarancje, że to ostatnie pieniądze wydawane przez budżet na restrukturyzację. Na kolejne programy nie zgodzi się Unia Europejska, której, od 1 maja przyszłego roku, Polska będzie pełnoprawnym członkiem. Komisja Europejska bardzo rzadko godzi się na pomoc publiczną dla przedsiębiorstw. Nawet bankrutujące po zamachach na WTC europejskie linie lotnicze miał problem z uzyskaniem takiej zgody. Trudno się spodziewać, że uzyskają ją deficytowe od lat polskie kopalnie czy huty. n

Rząd wydał 63 mld zł na restrukturyzację takich przemysłów jak hutniczy, górniczy, stoczniowy itp. Po 13 latach transformacji wszystkie trzeba naprawiać niejako od nowa i wydawać kolejne pieniądze. Większość przedsiębiorstw reprezentujących te branże stoi bowiem na skraju bankructwa. Tymczasem w zupełnie podobnej sytuacji znajdują się nasze fabryki samochodów. Większość zbankrutowała lub jest w likwidacji. Tyle, że na ich restrukturyzację nie wydawano miliardów, nie opracowywano planów naprawczych itd. Innymi słowy osiągnięto ten sam efekt co w przypadku branż poddawanych ciągłym restrukturyzacjom. Czy nie lepiej zatem było zaoszczędzić 63 mld zł, którymi można by np. zasilić fundusze poręczeniowe dla małych firm, czy też budowę autostrad, a górnictwo i hutnictwo zostawić samym sobie? Dziś mielibyśmy piękne drogi, górnicy znaleźliby pracę przy ich budowie, dzięki czemu zarobiliby może na samochody z polskich fabryk, które teraz nie miałyby problemów.

Reklama
Reklama

Jacek Uryniuk

PHS sam sobie nie poradzi

Dzięki coraz lepszej koniunkturze w przemyśle stalowym Polskie Huty Stali wychodzą z kryzysu. Z miesiąca na miesiąc wyniki finansowe koncernu poprawiają się. W czerwcu spółka zanotowała miesięczny zysk netto wysokości 3,5 mln zł, przy rekordowych miesięcznych przychodach 660,6 mln zł. To już drugi miesiąc z kolei, gdy firma notuje dodatni wynik w finansowy. Zdaniem zarządu spółki, jest duża szansa na to, aby cały rok firma zakończyła z zyskiem. Obecnie strata wynosi niewiele ponad 67 mln zł i zmniejsza się dzięki zyskom. Jednak nad koncernem ciągnie się ogromne zadłużenie, z którym PHS nie poradzi sobie w pojedynkę. - Mamy przygotowany plan działania także na ewentualność braku inwestora. Jednak w takiej sytuacji wyjście z długów będzie trudniejsze, a pomoc państwa będzie musiała być wydatniejsza - mówi Andrzej Krzyształowski, rzecznik prasowy PHS.FSO ciągle szuka

Fabryka samochodów na warszawskim Żeraniu ma pecha do inwestorów. Najpierw przez kilka lat kolejni ministrowie przemysłu bezskutecznie szukali dla niej partnera. Gdy to się wreszcie udało, pech chciał, że było to koreański Daewoo, który wkrótce później sam zbankrutował i pozostawił po sobie warszawską fabrykę jak sierotkę. Do tego kryzys na rynku nowych aut spowodował załamanie się sprzedaży aut produkowanych w FSO. Warszawskie zakłady i tak miały dużo szczęścia, że w ogóle udało im się przetrwać. Inne spółki Daewoo w Polsce jak Daewoo Motor z Lublina czy fabryka w Nysie dawno splajtowały. FSO pomału odbudowuje swoją pozycję, głównie dzięki eksportowi. Nie poradzi sobie jednak bez pomocy państwa i inwestora, który zasili ją licencją na produkcję nowoczesnych aut.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama