Do tej pory najwięcej, prawie 6 mld zł, zainwestowano w Katowickiej SSE. Strefa ta jest także liderem pod względem liczby nowoutworzonych miejsc pracy. Znalazło tu zatrudnienie prawie 12 tys. ludzi. Na jej tle pozostałe strefy wyglądają raczej skromnie. Dla przykładu, w Kamiennogórskiej SSE zainwestowano zaledwie 40 mln zł, co pozwoliło znaleźć pracę niecałemu tysiącowi osób. Łącznie w zakładach działających na terenie SSE pracuje prawie 50 tys. ludzi. W skali całego kraju to niewiele i wydaje się, że bilans funkcjonowania stref jest raczej skromny. - Myślę, że władze przygotowując całe przedsięwzięcie liczyły na dużo lepsze wyniki - mówi Rafał Parczewski, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
SSE będą funkcjonować najwyżej do 2017 roku. Ale nasze władze będą jeszcze miały z nimi nie lada kłopot. Gdy powstawały, wejście Polski do Unii Europejskiej było odległym mirażem. Przy ich tworzeniu nie uwzględniono więc prawodawstwa unijnego. W efekcie nie wyznaczono żadnego limitu pomocy publicznej, udzielanej inwestującym w strefach firmom głównie w postaci zwolnień z podatku dochodowego. Często zdarzało się, że przedsiębiorstwa dostawały od państwa więcej pieniędzy, niż same zainwestowały. Sytuacja taka była nie do zaakceptowania przez Komisję Europejską. W 2001 roku znowelizowano więc ustawę o SSE. Wprowadzono górne limity pomocy publicznej, które wynoszą 30% kwoty inwestycji w przypadku firm z tzw. wrażliwych branż, np. motoryzacyjnej, i 50% dla pozostałych przedsiębiorstw. Oznacza to, że przedsiębiorstwa nie mogą dostać ulg na kwotę wyższą, niż 30 lub 50% zainwestowanej w strefie sumy.
Jednak w trakcie negocjacji Unia nie chciała się zgodzić na warunki, na jakich w SSE firmy zainwestowały przed 2001
rokiem. UE zaakceptowała okres przejściowy tylko w odniesieniu do zakładów małych i średnich. Dzięki temu będą mogły funkcjonować na dotychczasowych zasadach do 2011 roku. Dużym firmom ustalono natomiast limit pomocy w wysokości 75% kosztów inwestycji, jeżeli znalazły się w SSE przed 2000 rokiem. Te, które zainwestowały w 2000 roku, dostaną pomoc w wysokości maksymalnie 50% nakładów inwestycyjnych, a branża motoryzacyjna 30%, niezależnie od daty rozpoczęcia działalności. Nad projektem nowelizacji ustawy, pracuje obecnie Sejm.
Wprowadzenie takich zmian oznacza jednak naruszenie praw nabytych firm funkcjonujących w SSE od lat. Zdaniem posłów opozycji parlamentarnej może to naruszyć wizerunek Polski jako państwa stabilnego prawa. - To szkodliwy projekt ustawy, który pokazuje, że Polska nie jest poważnym partnerem gospodarczym - mówi Paweł Poncyliusz, poseł PiS. - Zmiana zasad funkcjonowania jest nie fair wobec firm, które zainwestowały w strefach. Trzeba jednak wyważyć co jest ważniejsze: interes tych firm czy pomoc z Unii Europejskiej, której nie dostaniemy, jeżeli nie znowelizujemy ustawy o SSE - mówi z kolei R. Parczewski, ekspert PKPP.