Reklama

Zarząd Pepeesu nadal w areszcie

Do Ministerstwa Sprawiedliwości zostało wysłane zażalenie na przedłużające się dochodzenie w sprawie ewentualnych nadużyć dokonanych przez poprzedni zarząd łomżyńskiego Pepeesu. Jego autorem jest rodzina aresztowanego członka zarządu spółki.

Publikacja: 06.08.2003 09:28

Andrzeja M., byłego prezesa Pepeesu, i Tomasza G., byłego wiceprezesa, pod koniec marca tego roku zatrzymali funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tego samego dnia sąd wydał decyzję o ich 3-miesięcznym aresztowaniu. Postawiono im zarzuty niegospodarności. Pod koniec czerwca zarzuty rozszerzono o działanie na szkodę spółek zależnych Serwis i SPIDO oraz m.in. o niekorzystne udzielenie pożyczki (przez zależny od Pepeesu Browar Łomża) klubowi sportowemu. Tymczasem sprzedaż firmy córki Spido nie doszła w ogóle do skutku, a pożyczka wraz z odsetkami została spłacona kilkanaście dni temu.

Zarzutów prokuratury nie potwierdza ani nowo powołany zarząd Pepeesu, ani BDO - audytor łomżyńskiej spółki, ani prawnik - prof. Stanisław Sołtysiński. Zdaniem Kristofa Zorde, wiceprezesa BDO, sprzedaż spółek zależnych nie odbyła się ze szkodą dla firmy matki. Identyczny wniosek płynie z opinii prawnej, której autorem jest S. Sołtysiński. Także Krzysztof Piotrowski, obecny prezes Pepeesu, po przeczytaniu analiz prawnych uważa, że poprzedni zarząd spółki nie działał na jej niekorzyść, sprzedając firmę zależną Serwis i usiłując sprzedać Spido.

"Dochodzenie jest prowadzone bezprawnie, żadne przestępstwo nie zostało popełnione, żaden z zarzutów nie ma logicznego uzasadnienia, a częściowo są one ze sobą sprzeczne. Zastosowanie aresztu jest niezrozumiałe, a uchybienia w prowadzonym postępowaniu rażące" - czytamy w piśmie skierowanym do Ministerstwa Sprawiedliwości. "Prokuratorowi zupełnie obce są pojęcia gry rynkowej i w związku z tym nie potrafi ocenić sensu działania przedsiębiorstwa w rynkowych warunkach ciągłej niepewności" - napisano w zażaleniu.

- Moją pracę oceniają moi przełożeni - komentuje Bogusław Dukacz z łomżyńskiej prokuratury, który nadzoruje prowadzone dochodzenie. Jego zdaniem śledztwo w całości prowadzi białostocka delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a on sam jedynie je nadzoruje. Twierdzi jednocześnie, że współpraca z ABW układa mu się bardzo dobrze.

"ABW wykorzystując posłuszeństwo prokuratora, realizuje własny cel, który nie jest zbieżny z przedmiotem dochodzenia. Chodzi o znalezienie dowodów domniemanej przestępczej działalności głównego akcjonariusza Pepeesu" - napisano w piśmie skierowanym do resortu sprawiedliwości. Przypomnijmy, że chodzi o Józefa Huberta Gierowskiego, który kontroluje pakiet przeszło 20% akcji łomżyńskiej spółki. Po aresztowaniu członków zarządu Pepeesu J. Gierowski wyjechał za granicę.

Reklama
Reklama

Kapitan prowadzący śledztwo z ramienia ABW od dwóch tygodni przebywa na urlopie. W Ministerstwie Sprawiedliwości dowiedzieliśmy się, że decyzja w sprawie przyszłych kroków związanych z zażaleniem, zostanie podjęta w ciągu siedmiu dni od daty wpłynięcia wniosku. Prokurator, pełniąca dyżur w resorcie, w Wydziale Skarg i Wniosków stwierdziła, że nie jest wykluczone, że sprawa może trafić do prokuratury apelacyjnej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama