Nie wiadomo, jaką decyzję akcjonariusze podejmą teraz. Dowiedzieliśmy się, że przedstawiciele największych banków spółdzielczych spotkają się przed zgromadzeniem. Mają podjąć ostateczną decyzję w sprawie głosowania.

Pod koniec czerwca zarząd BGŻ zaproponował podwyższenie kapitału o 20% (6,15 mln akcji). Spółdzielcy zablokowali tę uchwałę, ponieważ obawiali się, że ich udział w kapitale akcyjnym zostanie rozwodniony. Obecnie posiadają około 30% walorów banku, a do uchwalenia emisji potrzeba większości 80% głosów. Mimo że nowe akcje byłyby wyemitowane z prawem poboru, to banki spółdzielcze nie mają środków, aby je objąć. W związku z tym BGŻ mógłby je skierować do inwestora zewnętrznego, czyli EBOR, który chce uczestniczyć w restrukturyzacji banku. Wtedy jednak udział sektora spółdzielczego spadłby do około 24%.

Zgodnie z dotychczasowymi zaleceniami Komisji Nadzoru Bankowego, do połowy przyszłego roku bank ma być dokapitalizowany kwotą 500 mln zł. Obecnie BGŻ posiada współczynnik wypłacalności na bezpiecznym poziomie. Mimo to nadzór uznał, że bank ma zbyt niski kapitał (1,1 mld zł) w stosunku do prowadzonej przez niego działalności.

Przypomnijmy, że największy 69,7-proc. pakiet akcji BGŻ należy do Skarbu Państwa. Reszta walorów jest w rękach sektora spółdzielczego. Z tej grupy najwięcej przypada na Bank Polskiej Spółdzielczości, Gospodarczy Bank Wielkopolski oraz Mazowiecki Bank Regionalny. Instytucje te działają razem. Sektor spółdzielczy chce bowiem sprzedać akcje BGŻ, a wspólne działanie może przyczynić się do uzyskania korzystniejszej ceny.

Udziały w banku chce kupić Leszek Czarnecki, były większościowy akcjonariusz EFL. Walory BGŻ należące do sektora spółdzielczego cieszą się zainteresowaniem, bo nie podlegają obostrzeniom zapisanym w statucie spółki. W zeszłym roku na WZA podjęto bowiem decyzję, że poszczególni akcjonariusze mający ponad 20% ogółu głosów nie mogą wykonywać prawa głosu z więcej niż 5% akcji BGŻ. Ograniczenie to nie dotyczy Skarbu Państwa oraz papierów należących do sektora spółdzielczego.