Krajowy sektor ubezpieczeń majątkowych od kilku lat nie jest w stanie wyrwać się ze stagnacji. Przychody ze składek praktycznie nie zmieniają się. Na koniec ub.r. wpływy ze składek zwiększyły się o 0,89%. W I kwartale br. odnotowano nawet nominalny spadek, o 0,4%. W tej sytuacji, zdaniem analityków, firmy powinny raczej ograniczać koszty. Niestety, wszystko wskazuje, że było i jest inaczej.
Płace rosły szybciej
Z danych nadzoru wynika, że wydatki na wynagrodzenia w towarzystwach ubezpieczeń majątkowych wzrosły w ub.r. o 5,23%, do 1,49 mld zł. Wzrost płac odnotowano na prawie wszystkich rodzajach stanowisk (mniej zarabiali jedynie członkowie rad nadzorczych). Nominalnie najwięcej, bo 46,6 mln zł, trafiło do zwykłych pracowników. Sporo, jako całość, zyskała również średnia kadra kierownicza. Największe podwyżki dotyczyły członków zarządów. Łączny zysk sektora wzrósł w tym czasie o jedną czwartą, do 890 mln zł.
Realne zagrożenie
Trzeba jednak pamiętać, że sektor ciągle odnotowuje straty z działalności operacyjnej (189 mln zł). Zysk to głównie efekt wysokich przychodów z lokat, głównie obligacji. W ubiegłym roku ubezpieczyciele mogli sporo zarobić, grając pod obniżki stóp procentowych. Niestety, w tym roku ciągle nie ma oznak poprawy na rynku ubezpieczeń majątkowych. Dodatkowo przychody ze składek mogą być nawet niższe ze względu na spadek cen ubezpieczeń komunikacyjnych a polisy komunikacyjne stanowią ciągle około 60% całego portfela. Poza tym ubezpieczyciele nie mają co liczyć na wysokie przychody z lokat - stopy banku centralnego są niskie i na pewno będą spadać, choć już nieznacznie.