Dzwonią do mnie od czasu do czasu akcjonariusze 4Media. Jedni chcą wiedzieć, jakie mają szanse na odzyskanie zainwestowanych pieniędzy, inni - czy i kiedy hochsztaplerzy zostaną ukarani. Informacja o tym, że Komisja wytoczy w imieniu grupy inwestorów powództwo przeciwko "menedżerom" spółki (pisaliśmy o tym wczoraj), na nowo rozbudziła nadzieje.
Rzecz jednak w tym, że akcjonariusze muszą sami uczynić pierwszy krok - wskazać Komisji, jakie szkody ponieśli. Bez tego sprawa nie ruszy z miejsca. Zobaczymy, czy inwestorzy potrafią nie tylko mówić o sprawiedliwości, ale również o nią zabiegać. Piłka jest po ich stronie. O prawa akcjonariuszy mniejszościowych muszą walczyć media - i staramy się to robić. Muszą też wspierać ich inni uczestnicy rynku - z tym bywa różnie. Po raz pierwszy jednak mali inwestorzy stają przed szansą udowodnienia, że łatwo się nie poddają - chcą dbać o własne interesy i nie brak im determinacji.
Gotowość Komisji do działania jest godna pochwały. Bądźmy jednak szczerzy - KPWiG ratuje w ten sposób mocno nadszarpniętą reputację. Inwestorzy wciąż pytają: jak to możliwe, że byli tak długo oszukiwani, że nikt nie zrobił z tym porządku. Nie potrafię udzielić im odpowiedzi. I Komisja chyba też nie bardzo. Argument o niewystarczających kompetencjach jest ograny i mało przekonujący.
W każdym razie nie wyjaśnia, dlaczego pierwsza lepsza spółka może ośmieszyć rynek i nabrać akcjonariuszy. Drobni gracze mówią jasno: to się nie może powtórzyć. I mają rację. We własnym interesie powinni jednak dać Komisji szansę na częściową rehabilitację.
Być może oburzy to akcjonariuszy spółki, ale powiedzmy sobie otwarcie - 4Media nie jest w całej sprawie najważniejsza. Chodzi o coś więcej - o zasady, na jakich ma działać rynek kapitałowy.