No cóż, jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości co do siły naszego rynku i optymizmu lokalnych graczy, to chyba czwartkowa sesja, wątpliwości te całkowicie rozwiała. Jeszcze rano kontrakty zanotowały spadek i osiągając minimum na 1340 pkt, niemal całkowicie zasłoniły lukę hossy z końca lipca. Jednak po otwarciu rynku kasowego, na parkiecie terminowym pojawił się popyt, który nie słabł aż do końca dnia.
Zdołał on bez większych problemów wywindować kurs kontraktów serii wrześniowej do najwyższego poziomu w historii tej serii, a tym samym nowego szczytu w trwającym od marca trendzie. Na zamknięciu dnia kontrakty wyceniono na 1395 pkt. To oznaczało, że ujemna baza wyniosła jedynie niecałe 4 pkt, podczas gdy jeszcze rano wartość ta przekraczała 12 pkt.
Siła i dynamika czwartkowego wzrostu była ogromna. Inwestorom nie przeszkadzało, że na rynkach europejskich dominowały zniżki. Ostatnie minuty notowań przyniosły ponadto przyspieszenie zwyżki cen kontraktów bezpośrednio spowodowane wystąpieniem tzw. "short-squeeze" polegającego na zamykaniu na koniec sesji, stratnych pozycji krótkich po każdej cenie.
Trudno oczekiwać by piątkowa sesja przyniosła zwyżki o podobnej skali. Dla kontynuacji tendencji wzrostowej niezbędne jest bowiem pokonanie przez indeks bazowy WIG20 poziomu 1400 pkt. Wczoraj został on tylko nieznacznie naruszony. Tu indeks posiada silne opory. Najbliższe opory dla kontraktów znajdują się w przedziale 1410-1420 pkt. Połowa długości czwartkowej świecy to silne wsparcie dla rynku. Naturalne uznać można będzie cofnięcie się kontraktów do tego wsparcia po to, by wziąć rozpęd do pokonania ostatnich szczytów.