Ja jednak wracam do mojego pomysłu: system prezydencki z dekretami. Proponowałem kiedyś "czarną księgę okresu przejściowego", gdzie wszystko miało być zapisane i do rozliczenia. Proponowałem Zachodowi, zagranicy "plan Marshalla nowej generacji". Myślę, że do tych pomysłów jeszcze można wrócić.
Prezydent z dekretami? A co wtedy miałby do roboty parlament?
Przypominam: dekrety przeze mnie proponowane wszystkie przechodzą przez parlament, tylko parlament ma 48 godzin na ustosunkowanie się. Jeśli przepuszcza, nie ma problemu. Jeśli zatrzymuje, ma następne 48 godzin na napisanie czegoś mądrzejszego. Jeśli nie, przechodzi prezydencki. Trzeba nadążyć za aferami, trzeba być skutecznym. I nie widzę innej możliwości (...)
Panie Prezydencie, jeździ Pan po świecie, spotyka się Pan z ludźmi. Co myślą na świecie, o Polsce?
No, proszę pana, coraz bardziej śmieszni jesteśmy. Chociaż jak głębiej popatrzą na Polskę, to powiedzą: "No tak, przecież nie tylko uratowali świat od komunizmu, ale jednocześnie wrócili do systemu normalnego. Ale nie byli w stanie, kiedy rozerwała się kooperacja, współpraca w ich obozie, nie byli w stanie w tym uprzemysłowieniu sami sobie poradzić. I to my, Zachód, okazaliśmy się kiepscy, bez wizji i bez pomocy, nie zarobiliśmy my na nich i nie daliśmy im zarobić". A więc "plan Marshalla" czy pomysł Lecha Wałęsy nowej generacji, na którym i Zachód by dużo zarobił, i my byśmy zarobili.
No tak, ale teraz już tego planu się nie wprowadzi.