cyklu obniżek stóp doszedł do momentu, gdy rekordowo niskie rynkowe stopy
procentowe zalały giełdowy parkiet górą dolarów. Przy rentowności obligacji
nieco powyżej 3% część funduszy inwestycyjnych zaczynała wtedy nawet
przynosić straty. Trudno więc nie szukać alternatywy, nawet wśród
przewartościowanych akcji. Analogiczną sytuację oglądamy teraz u nas. Obecna
kondycja spółek i ich perspektywy wcale nie uzasadniają tak wysokiej wyceny,
ale brak alternatywy spowodowanej niskimi stopami procentowymi, powoduje
ciągły napływ nowych środków na parkiet. Do tego dochodzą jeszcze rosnące
aktywa funduszy emerytalnych, które nawet przy swoich ostatnich
konserwatywnych strategiach inwestycyjnych stanowią poważny argument byków.
Czy oznacza to, że należałoby uznać, że coraz niższe stopy procentowe, coraz
większe aktywa funduszy akcyjnych i coraz szersze zainteresowanie giełdą
pozwalają zepchnąć fundamenty na plan dalszy ? Tak było w ostatnich
miesiącach w Stanach i to samo obserwujemy na naszym rynku. Jest przy tym
drobna różnica. Błyskawiczna hossa na S&P500 do poziomu 1500 pkt. jest w tym
roku niemożliwa. Wzrost WIG20 do poziomu 1800 pkt. jak najbardziej. Wynika
to oczywiście z rozmiarów naszej giełdy, ilości akcji w wolnym obrocie i
wielkości wspomnianych funduszy inwestycyjnych. Wyobraźmy sobie, że trend
napływu nowych środków do funduszy akcyjnych jeszcze bardziej przyspiesza, a
ZUS zaczyna przoczekiwać,
że mógłbym teraz prognozować 1800 pkt. na WIG20 do końca roku, choć i takie
prognozy już się pojawiają. Możliwe nawet, że okażą się one słuszne, ale
warto pamiętać, że taki spekulacyjny balonik ma to do siebie, że może
skończyć się zarówno na 1400 pkt. jak i dopiero na 1800 pkt. Nawet gdyby
miałaby to być ta druga odpowiedź, to od razu uprzedzę, że pomimo to, na
obecnych poziomach do kupna akcji zachęcać nie będę. Może to i w tej chwili
najbardziej atrakcyjna forma lokowania kapitału, ale w mojej ocenie też
coraz bardziej ryzykowna. W pewnym momencie przestanie się liczyć to ile
pieniędzy jest na rynku, a znaczenia nabierze to ile pieniędzy jest na konie
giełdowych spółek. Tutaj już takiej hossy nie ma, co potwierdziły ostatnie
publikacje wyników za II kwartał.
Wracając na chwilę do podstawy amerykańskich wzrostów, czyli niskich stóp
procentowych, to temat ten nie schodzi przez ostatnie 2 tygodnie z czołówek
serwisów. Powodem oczywiście jest ostatnia wyprzedaż obligacji, czyli wzrost
rentowności. Negatywne konsekwencje wzrostu rynkowych stóp procentowych
wielokrotnie już opisywaliśmy w ostatnich tygodniach, a inwestorzy w USA
coraz częściej zaczynają to dostrzegać i tak jak niskie stopy były paliwem
do hossy, to każdy ich wzrost negatywnie działa na indeksy. Ten tydzień był
kluczowy, gdyż odbywały się ogromne przetargi na 3, 5 i 10 letnie obligacje.
Pierwszy z nich mocno rozczarował i zagroził wybiciem giełdowych indeksów z
trendu bocznego, który dla szerokiego rynku określa wsparcie 965 pkt. na
SP500.gif ( Dow.gif Nasdaq.gif ) Rynek w tym tygodniu zdołał się jeszcze
wybronić, czerpiąc nadzieję z dużego popytu na kolejnych dwóch przetargach.
Warto jednak zauważyć, że obligacje zostały sprzedane z rentownością wyższą
od rynkowej, a więc inwestorzy spodziewają się dalszego spadku cen
obligacji. Jak w tym świetle wyglądają obawy FED o deflację ? Widać
wyraźnie, że przynajmniej na razie inwestorzy (moim zdaniem słusznie) w
końcu zrozumieli, że był to jedynie blef mający obniżyć rynkowe stopy
procentowe. Tańsze i prostsze rozwiązanie od skupowania obligacji przez FED.
W wyprzedaży obligacji byki też oczywiście znalazły optymistyczne sygnały.
Sygnały ożywienia gospodarczego. To nic, że wcześniej rosnące ceny obligacji
nie zapowiadały zdaniem inwestorów gospodarczego spowolnienia. Widać dość
dowolna interpretacja. Nikomu też nie przeszkadza, że 30 letnie
oprocentowanie kredytów hipotecznych wzrosło do 6,34% czyli poziomu
najwyższego od 2 sierpnia 2002 gdy wynosiło 6,43%. Konsekwencje wzrostu tego
oprocentowania wielokrotnie już opisywaliśmy - odcięcie konsumentów od
możliwości refinansowania kredytów, co w ostatnim okresie było potężnym
zastrzykiem gotówki, a co za tym idzie, wyraźny spadek wydatków konsumentów
w kolejnych miesiącach. O ekonomicznych aspektach można by jednak bardzo
długo pisać, a tak naprawdę jak wspomniałem na początku, dla rynku liczy się
tylko jedno - który z rynków jest "atrakcyjniejszy". Każdy wzrost rynkowych
stóp procentowych obniżać będzie wycenę akcji, tak samo jak wcześniej ich
spadek był motorem do giełdowej hossy. Wszystko na razie wskazuje, że po
korekcie z ostatniego tygodnia, rentowność w kolejnych miesiącach dalej
będzie rosła, a indeksy spadały.
Gdyby tak faktycznie było, to od razu nasuwa się mocno niedźwiedzia
analogia. Ostatnia wyprzedaż obligacji do poziomów najwyższych od roku
trwała nieco ponad miesiąc US_10Y_NOTE_2003.gif i ostatni raz tak szybki
wzrost rentowności oglądaliśmy tylko w .... 1987 roku. Proszę porównać
poprzedni wykres z wykresem kontraktów na obligacje z 1987 r.
US_10Y_NOTE_1987.gif Większość zapewne wie, że w październnieść to do obecnej sytuacji, to rynek
obligacji jest dopiero w połowie drogi. Patrząc na wzrost rentowności 10
latek z nieco ponad 3% na prawie 4,5% musiałoby dojść do kolejnej fali
wyprzedaży obligacji (może akurat do października ???) podnoszącej
rentowność do około 6%. Obecne poziomy już w opinii wielu amerykańskich
analityków zachęcają do powrotu z przewartościowanego rynku akcji na rynek
obligacji, a co byłoby właśnie przy takim scenariuszu wzrostu oprocentowania
do około 6% ? Czy to dużo ? W ostatnich 15 latach średnia rentowność
amerykańskich 10 latek to 6.45%. Nie chcę straszyć krachem (20% analogicznie
do 1987 r.), bo ten na obecnych rynkach finansowych jest już chyba
niemożliwy, ale pokazuję jedynie, jak niebezpieczny dla giełdowego rynku
(niezależnie od medialnej papki wskazującej na ożywienie) jest wzrost
rynkowych stóp procentowych. Jeśli byłby kontynuowany, to przecena
amerykańskich akcji może być bardzo duża, a jeśli mam wskazać bezpośredni
impuls do jej rozpoczęcia (o ile taki w ogóle jest konieczny), to pierwszy
na liście byłby Fannie Mae, spółka zajmująca się finansowaniem kredytów
hipotecznych. Ujawniony w NY Times przez jednego z pracowników model na
podstawie którego spółka zabezpiecza się na rynku derywatów pokazuje, że
każdy wzrost rynkowych stóp procentowych powoduje ogromne straty spółki
(rzędu 7,5 mld przy wzroście 1,5% - przy aktywach 15 mld) i zagraża jej
płynności finansowej. Spółka oczywiście zaprzecza, ale jej "portfel" nie
jest jawny, a zresztą nawet gdyby był, to ostatnie tygodnie cały czas toczy
się też spór o nieprawidłowości księgowe. Wygląda to na połączenie LTCM i
Enrona. Warto więc teraz bardzo, bardzo uważnie obserwować ceny
amerykańskich obligacji.
Jak widać moja opinia co do USA nie uległa na razie zmianie, więc trudno też
bym zmienił prognozę zachowania rynku. SP500_prognoza.gif Według niej w
najbliższych dwóch tygodniach byki w Stanach w końcu odpuszczą heroiczną
obronę 965 pkt, a wybicie doprowadzi indeks w okolice 920 pkt. Przy okazji
patrząc na Dax.gif to też zawrócił przy najważniejszym oporze. Co w tym
tygodniu mogłoby być takim impulsem do przełamania wsparcia ? Najważniejszym
wydarzeniem tygodnia będzie wtorkowa decyzja FED, ale tutaj żaden z
ankietowanych analityków (także Fed Fund Futures) nie prognozuje zmiany
poziomu stóp procentowych. Wszyscy będą jednak czekać na komunikat po
posiedzeniu i słowa Greenspana. Zadecyduje reakcja na rynku obligacji. W
środę będzie sprzedaż detaliczna, ale tutaj prognoza mówi o wzroście jedynie
+0,8%. To dane za czerwiec i powinno być wyraźnie wyżej, choć reakcja na
niektóre ostatnie dobre publikacje okazywała się wcale nie najlepsza (ISM w
usługach najlepszym przykładem). W piątek wstępny odczyt indeksu nastroju
Uniwersytetu Michigan. Do tego wyniki Dell w czwartek i wtorek Wal-Mart
Dla nas do czasu większej przeceny, lub wyjścia S&P500 nad ostatnie szczyty
(każdy może się mylić ;-) wpływ nastrojów z giełd zachodnich będzie bardzo
ograniczony. Ten tydzień, a szczególnie czwartek pokazał to najlepiej. Gdy
rynek zalewa fala gotówki, a fundusze zaczynają gonić uciekający pociąg, to
nikt nie patrzy u nas na zachodnie indeksy. Tak samo zresztą, jak na
wskaźniki techniczne, których wykupienie i bardzo wyraźne negatywne
dywergencje pokazywać można chyba tylko jako przestrogę dla byków, a na
pewno nie jeszcze jako sygnał sprzedaży. Stochastic.gif Ultimate.gif
Price_ROC.gif .... RSI.gif MACD.gif To przegrzanie rynku potwierdzić musi
spadek pod istotne wsparcie, lub jakaś formacja szczytowa. Ostatnia na
wykresie kontraktów kształtował się trójkąt rozszerzający, ale by doszło do
sygnału sprzedaży, kontrakty musiałyby spaśćwzrostowego Srednie.gif Pomimo hossy zachowanie
rynku w czwartek było trochę nietypowe, dla sezonu wyników. Sam okres
publikacji z reguły upływał na spokojnej konsolidacji, lub lekkim spadku, a
dopiero później przychodziło mocne odreagowanie. Cyklicznosc.gif Wygrała
siła trendu.
Jakieś szanse na powstrzymanie byków ? W piątek dotarliśmy na kontraktach do
poziomu 1410 pkt. i byki przegrały tą "bitwę pod Grunwaldem". Jest to
poziom o tyle specyficzny, że na obu rynkach piątkowe szczyty zatrzymały się
na szczytach z początku marca i maja 2002 roku. Kontrakty_dzienny.gif
Indeks_dzienny.gif Szczególnie majowy szczyt rozbudza wyobraźnie, bo
ustanowiony został tuż po "sesji cudów" analogicznej do czwartkowego bardzo
mocnego wzrostu. Wydaje się, że analogia dotyczy nie tylko sposobu
wyznaczenia ewentualnego szczytu, ale też braku fundamentów, które ten
wzrost nakręcał. Ale o fundamentach miałem już nie wspominać ;-) Co prawda
wszelkie opory w obecnym trendzie wzrostowym łamane są jak zapałki, ale
nawet byki przyznać muszą, że poziomy na których zatrzymany został ostatni
wzrost są jedną ważniejszych barier na drodze do zniesienia całej fali
spadkowej od początku 2002 r. ( Zniesienia.gif ) Na dziennych świeczkach
indeksu wyrysowana została przy tej okazji spadająca gwiazda i to przy
obrotach najwyższych od miesiąca. Do tego biorąc pod uwagę bliskość linii
trendu na indeksie cenowym Cenowy.gif nie byłbym skłonny nawet do
spekulacyjnej gry na wzrosty na początku tygodnia.
Dopiero gdy rynek zaneguje piątkowe sygnały należałoby podłączyć się do
obozu byków. Będzie można o tym mówić gdy rynki wyjdą nad piątkowe szczyty.
Wtedy znowu górę nad fundamentami weźmie siła trendu. Na razie jednak
spadająca gwiazda na indeksie, coraz bardziej kruche wsparcia w USA i nieco
zbyt mocne wykupienie rynku jeszcze przed publikacjami wyników PKN (środa) i
TPS (czwartek) nie skłaniają do prognozy dalszych wzrostów. Na razie chyba
najlepiej pozostać poza rynkiem i obserwować zachowanie rynku przy
ewentualnym ataku na szczyty, lub teście dolnego ograniczenia kanału
wzrostowego na wykresie intra Kontrakty_intra.gif i dopiero po takich
sygnałach zajmować nowe pozycje. Co prawda prędzej widziałbym teraz ruch
właśnie do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego, ale jak pokazała
czwartkowa sesja, wystarczy iskra by spalić na stosie łapaczy górek.
[email protected]