- Z naszych analiz wynika, że generalnie na całym świecie utrzymuje się stagnacja. Na przykład, Francja, która jest potęgą na rynku turystycznym, odnotowała spadek liczby odwiedzających w pierwszym półroczu o 15%, a Grecja nawet o 30% - mówi prezes Kozłowski. Za ogólne przyczyny regresji uznał skutki polityczne wojny w Iraku, obawę przed wirusem SARS.
Także w naszym kraju można zaobserwować niekorzystny trend. W ubiegłym roku liczba turystów odwiedzających Polskę spadła o 6,8% (14 mln osób). W pierwszym półroczu tego roku tylko 6,2 mln osób postanowiło wypocząć w naszym kraju. Wśród przyczyn osłabiających pozycję Polski w turystyce przyjazdowej POT podaje problemy transportowe, wysokie ceny, niski budżet promocyjny. - Przegrywamy dziś z konkurencją zagraniczną, bo nie stać nas na kampanie reklamowe. W tym roku nasz budżet promocyjny wynosi 30 mln zł, czyli około 7 mln euro. Dla porównania, w Czechach dysponują 40 mln euro, a na Węgrzech 86 mln euro - mówi prezes Kozłowski.
Szansą dla naszej turystyki będzie wejście Polski do Unii Europejskiej. Już dziś polepsza się statystyka turystyki biznesowej i uzdrowiskowej.