Cena ropy naftowej spadła wczoraj po opublikowaniu raportu Departamentu Energetyki o wzroście zapasów tego surowca w Stanach Zjednoczonych. Zapasy te wzrosły w minionym tygodniu nieznacznie, bo o 200 tys. baryłek. Ważną informacją jest jednak to, że od zeszłorocznych są mniejsze już tylko o 6,5%, podczas gdy w ubiegłą środę różnica ta wynosiła 7,9%, a w lipcu sięgała nawet 10%. Nadal import ropy do USA jest o ok. 8% większy niż przed rokiem. Po południu baryłka ropy Brent z dostawą we wrześniu kosztowała na londyńskiej giełdzie paliwowej 29,55 USD wobec 29,87 USD na wtorkowym zamknięciu.
Miedź ponownie wczoraj staniała, gdyż uczestnicy tego rynku wtorkowy komunikat Fed odczytali jako zapowiedź, że amerykańska gospodarka będzie rozwijała się zbyt wolno, by zwiększyć popyt na miedź. Komitet Rynku Otwartego Fed stwierdził bowiem, że utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie przez "dłuższy czas". Za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu na londyńskiej giełdzie 1734 USD, a więc o 4,5 USD mniej niż na zamknięciu we wtorek. Od półrocznego maksimum sprzed tygodnia miedź staniała już o 3%.
Po raz drugi z rzędu staniały też wczoraj kontrakty terminowe na złoto. Przyczyną było ponowne umocnienie się kursu dolara wobec euro i jena po opublikowaniu informacji o wzroście w lipcu sprzedaży detalicznej w USA. Odebrano to jako potwierdzenie przyspieszenia tamtejszej gospodarki. A ożywienie koniunktury zazwyczaj powoduje spadek popytu na złoto, traktowane jako alternatywna inwestycja na złe czasy. Cena uncji złota z dostawą w grudniu na nowojorskim rynku Comex spadła o 1,5 USD, a więc o 0,4%, do 358,5 USD. Złoto wciąż jest o 13% droższe niż przed rokiem.