Na wykresie nie ma już śladu po odwrocie ze środowej sesji. Ale widać było dość wyraźnie, że ostatni opór podaży nieco zmienił podejście funduszy do rynku. Skończyła się euforia całego rynku, a zaczęło wybieranie spółek do dalszego wzrostu. Z WIG20 najsłabiej zachowywały się kluczowe dla kontraktów PKN i TPS oraz banki z PEO na czele. Nie ma przy tym znaczenia, czy słabość była efektem wyceny fundamentalnej, czy też wynika z faktu, że walka funduszy z podażą na tych spółkach wymaga zdecydowanie więcej środków. Coraz mniejszą sympatię do największych blue chipów dobrze pokazały też ogromne transakcje sprzedaży w ostatniej godzinie sesji (w środę podobnie). W całym trendzie wzrostowym nie było takich pojedynczych zleceń sprzedaży po około 100 tys. akcji.

Podział rynku przez większość sesji mocno straszył kontrakty, które nie wierzą w kontynuację trendu bez giełdowych liderów. Do sceptycyzmu rynku terminowego doszła też świadomość dłuższego weekendu, który z reguły wstrzymuje podaż ostatniego dnia i czasami powoduje sztuczne zachowanie rynku. To wszystko przełożyło się na rozciągnięcie ujemnej bazy momentami nawet do 25 pkt.

Ja podstawy takiego pesymizmu rozumiem, ale co kieruje inwestorami do gry przeciwko tak silnemu trendowi, to już nie wiem. Co prawda, sam często szukam punktów zwrotnych, ale na tak rozemocjonowanym i oderwanym od rzeczywistości rynku wymagałoby to więcej szczęścia niż rozumu. O spadku będzie można mówić najwcześniej w momencie pokonania przez indeks 1420 pkt, a przez kontrakty umocnionego w czwartek wsparcia 1424 pkt. W przyszłym tygodniu tego poziomu będzie też bronić 55-sesyjna średnia krocząca i górne ograniczenia kanału trendu wzrostowego. Przejście zeszłorocznych szczytów może znowu "wycisnąć krótkich".