Według szefa Continental Airlines Gordona Berthune, aby wzrosła liczba podróżujących służbowo, potrzebne będzie bardzo wyraźne ożywienie gospodarcze, na co się na razie nie zanosi. Podobną opinię podziela dyrektor generalny Northwest Airlines Richard Anders, mimo że obaj przewoźnicy (zajmujący odpowiednio piąte i czwarte miejsce na rynku w USA) zamknęli ostatnie kwartały z niewielkim zyskiem. Linie lotnicze zawdzięczały jednak to przede wszystkim rządowym subwencjom.
Po pęknięciu technologicznej bańki i zamachach z 11 września wiele firm drastycznie ograniczyło budżety na przeloty. Rynek podróży służbowych uszczuplił także postęp techniczny, bo upowszechnienie internetu i szybkich łączy telekomunikacyjnych dało możliwość porozumiewania się biznesmenów za pomocą telekonferencji. Przed lataniem samolotem zniechęca dodatkowo perspektywa spędzenia długich godzin na lotniskach i przechodzenia przez zaostrzone procedury kontroli.
W kończącym się powoli sezonie letnim samoloty latają pełne, ale jest to przede wszystkim wynik zmniejszenia liczby rejsów oraz niezłej sprzedaży na rynku turystycznym, gdzie trwa wojna cenowa i bilety są bardzo tanie. Aby przyciągnąć podróżujących służbowo, przewoźnicy znacznie obniżyli taryfy na bilety kupowane w ostatniej chwili. Ostra konkurencja cenowa na rynku przyczyni się do strat amerykańskich przewoźników, które w tym roku wyniosą około 7 mld USD. Ubiegły rok linie lotnicze w USA zamknęły z 20-miliardowym deficytem. Kłopoty z wyjściem z bankructwa mają wciąż United Airlines.