Pierwsze w tym tygodniu notowania na międzynarodowej giełdzie petrochemicznej IPE w Londynie przyniosły wzrost cen ropy naftowej. Po południu baryłka tego surowca gatunku Brent kosztowała blisko 29,15 USD (najwięcej od ostatniego wtorku) wobec 28,81 USD na zamknięciu sesji piątkowej. Głównym czynnikiem, który spowodował wzrost notowań, była informacja o wysadzeniu w końcu ubiegłego tygodnia przez sabotażystów w Iraku części jednego z najważniejszych rurociągów, który dostarcza ropę naftową do tureckiego portu Ceyhan. Eksperci szacują, że jego naprawa może potrwać ok. miesiąca i przez ten czas eksport surowca z Iraku z pewnością będzie mniejszy. Niektórzy analitycy ostrzegają, że jeśli częstotliwość aktów sabotażu dotyczących instalacji naftowych utrzyma się jeszcze przez kilka tygodni, to zwykły poziom dostaw z Iraku może zostać przywrócony nawet dopiero w połowie przyszłego roku. Kraj, który dysponuje drugimi na świecie rezerwami ropy, obecnie dziennie eksportuje ok. 400 tys. baryłek tego surowca, podczas gdy w lutym br., przed wybuchem wojny, było to 1,7 mln baryłek.

W poniedziałek zdrożała też miedź. W kontraktach trzymiesięcznych płacono za tonę tego surowca w Londynie 1745 USD, wobec 1736 USD w piątek. Zwyżka ceny miedzi to przede wszystkim efekt wzmożonych zakupów ze strony klientów w Chinach, którzy uznali, że po spadku o ponad 3,5% od początku miesiąca notowania tego metalu są już na tyle korzystne, by rozpocząć zakupy. Jak podkreślają analitycy, popyt na miedź z Chin nie jest spekulacyjny, ale czysto fizyczny. Tamtejsza gospodarka rozwija się bowiem szybciej od amerykańskiej i wzrasta zapotrzebowanie na ten surowiec.

Wczoraj o ponad 1%, do niecałych 360 USD za uncję, staniało złoto.