Dla WIG20 bariera 1500 punktów okazała się zbyt wymagająca. Maksymalna wartość indeksu z ostatnich sesji, czyli 1481 pkt., tylko zbliżyła się do szczytowego osiągnięcia z 28 stycznia ubiegłego roku (1486 pkt.), co świadczy o dużym znaczeniu tej strefy oporu, nawet pomimo najwyższego od półtora roku kursu zamknięcia zanotowanego w poniedziałek. Trudno jednak oczekiwać, aby WIG20 rósł, gdy najistotniejsze dla niego spółki, takie jak TP, PKN czy Pekao drepczą w miejscu. Najsilniejszy ostatnio "blue chip" - KGHM w pojedynkę nie wystarczył do sforsowania tej granicy, a w miarę zbliżania się do poziomu 20 zł wśród inwestorów posiadających akcje miedziowego giganta zacznie dominować chęć realizacji pokaźnych zysków. Ta ostatnia uwaga może się też odnosić do całego rynku, który bądź co bądź ostatnimi czasy rósł bardzo wyraźnie.
Przetasowania w portfelach i spadki w trakcie sesji raczej nie wystarczą do odświeżenia atmosfery na parkiecie, więc jakaś głębsza korekta dotychczasowych wzrostów jest nieunikniona. W tej chwili wygląda na to, iż właśnie się zaczęła, choć na razie indeksy są jeszcze wysoko. Docelowo korekta powinna zakończyć się w strefie 1413-1426 pkt. wyznaczonej przez ubiegłotygodniową lukę hossy. Osłabienie koniunktury na GPW znajduje uzasadnienie nie tylko w realizacji zysków przez graczy. Zwyżki cen obligacji na rynkach światowych oraz oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych w przyszłym tygodniu spowodowały i u nas wzrost cen papierów dłużnych. Również nienajlepsze dane makro z Zachodu nie zachęciły do kupna akcji. Francja, która zanotowała w drugim kwartale spadek PKB o 0,3%, jest kolejnym krajem ze stefy euro (po Włoszech, Niemczech i Holandii) notującym ujemny wzrost gospodarczy. W Polsce zauważalna poprawa wyników firm jest argumentem za kontynuacją hossy i poziom 1500 pkt. zostanie niebawem pokonany, ale wcześniej wiara we wzrosty musi zostać solidnie podkopana.
Zwróć uwagę:
Wilbo - spółka w niezłej kondycji finansowej, na razie analiza techniczna wskazuje na korektę do poziomu około 2,40 zł.