Obecny stan naszego rynku coraz bardziej przypomina czasy ostatniej hossy w Warszawie, sprzed 3,5 roku. Tak jak wtedy motywem przewodnim była wiara w przyszłe zyski z biznesu internetowego, tak teraz inwestorzy liczą na profity, wynikające z poprawy koniunktury gospodarczej. Napływające dane makroekonomiczne potwierdzają, że te rachuby są słuszne. Jednocześnie tempo zwyżki indeksów w Warszawie zaczyna wyraźnie przewyższać zarówno dynamikę przyspieszenia gospodarczego, jak i wzrost indeksów na głównych rynkach światowych. Od wiosny utrzymuje się rozwarstwienie zachowania szerokiego rynku, mierzonego indeksem WIG i segmentu największych spółek, opisywanych przez WIG20. Ta tendencja nie jest niczym nowym - obserwujemy ją od wiosny 2000 r. Niełatwo jednak wysnuć jednoznaczne wnioski z tego faktu. Pesymiści mogą w nim upatrywać potwierdzenia, że dla blue chips bessa jeszcze się nie zakończyła. Optymiści odnajdą w nim potwierdzenie, że duże spółki mają teraz większy potencjał wzrostowy.
Rośnie siła relatywna
Takie rozwarstwienie również widać, jeśli spojrzymy na siłę relatywną WIG i WIG20 względem amerykańskiego S&P 500. Dla WIG jest ona najwyższa od pierwszej połowy 1997 r., dla WIG20 jedynie od wiosny 2000 r. Jednocześnie WIG przełamał spadkową tendencję siły względnej w odniesieniu do węgierskiego BUX-a, zaś WIG20 nadal pozostaje pod jej wpływem. Gdyby również indeks największych spółek zdołał tego dokonać, moglibyśmy mówić o zmianie po prawie 5 latach na naszą korzyść postrzegania przez inwestorów tych rynków.
Ciekawych wniosków dostarcza również analiza dynamiki zwyżki przez pryzmat średniej kroczącej z 45 sesji. W przeszłości najczęściej indeksy wyznaczały lokalne szczyty w momencie, gdy odbiegały od średniej o ok. 20%. W przypadku WIG-u teraz jest to 18,5%, WIG20 17%. Warto wspomnieć, że w 1995 r., pomimo oddalenia od tej średniej w takiej skali, wzrost trwał nadal, zmniejszyła się tylko jego dynamika.
Wysokie wyceny