Wykresy indeksów coraz bardziej przypominają hiperbolę, co świadczy o euforii panującej na rynku. - Lud jest zgłodniały. Mając środki, musimy coś kupić - to stwierdzenie jednego z zarządzających funduszami najlepiej oddaje panujący w Warszawie nastrój. Mamy do czynienia z euforią kupna, przypominającą to, co działo się w trakcie internetowej hossy.
Wciąż nowe zachęty
Z analizy technicznej nie można odczytać sygnałów słabnięcia trendu wzrostowego. Wręcz przeciwnie, wciąż pojawiają się nowe zachęty do kupowania akcji. Za taką uznaję przekroczenie przez wykres WIG20 szczytu ze stycznia 2002 roku. To oznacza zmianę trendu długoterminowego na wzrostowy i umocnienie segmentu największych firm. Nie zmienia to faktu, że w dalszym ciągu najsilniejszą częścią giełdy są mniejsze spółki. Siła relatywna, mierząca zachowanie indeksu WIRR względem WIG20, znajduje się w trendzie wzrostowym. Najwyższą wartość w historii ma również siła relatywna WIG/WIG20. Jeśli decydujemy się na inwestycje na GPW, to łatwiej znaleźć spółkę w trendzie wzrostowym na szerokim rynku, niż wśród największych firm.
Przy tak rozpędzonym rynku, kiedy indeksy notują najwyższe wartości od kilku lat, trudno jest wskazać poziomy, na których można oczekiwać zwiększonej podaży akcji i ewentualnej zmiany trendu. Pewną wskazówkę, dotyczącą tego, dokąd rynek powinien dojść, daje wykres WIG. Po ostatnich sesjach indeks przekroczył 62-proc. zniesienie bessy, którą zapoczątkowało pęknięcie bańki internetowej. Wynika stąd, że cały spadek rozpoczęty w marcu 2000 roku będzie zniesiony. WIG miał wtedy na szczycie 22 868 pkt.
Oszałamiające stopy zwrotu