Ostatnie dwie sesje wskazują na to, że w postępowaniu inwestorów coraz większe znaczenie odgrywają emocje i stadne zachowania. Powody do poprawy giełdowej koniunktury bez wątpienia są, ale trudno racjonalnie uzasadnić szturm kupujących z końca tygodnia. Najwyraźniej gotówka w portfelach mocno parzy w ręce. Nikt nie chce czekać z jej wydawaniem, bo obawia się, że będzie zmuszony więcej zapłacić za akcje. Dotąd taka strategia okazywała się słuszna. Od początku maja tylko 3 razy WIG20 nie zakończył tygodnia na plusie, a tylko w jednym tygodniu poddał się mocniejszemu spadkowi. Warto przy tym zauważyć, że indeks największych spółek przez ostatnie dwa tygodnie wzrósł mniej więcej o tyle, co podczas poprzednich 10 tygodni, o ok. 200 pkt.
Coraz bardziej fascynująca jest sytuacja na zagranicznych rynkach, choć od dłuższego czasu ma ona niewielki wpływ na ruchy na naszym parkiecie. Zastanawiająca jest dysproporcja pomiędzy znacznie umacniającym się dolarem oraz wcześniejszą wyprzedażą obligacji a mającymi trudność z dalszym wzrostem indeksami w USA. Zachowanie pierwszych dwóch rynków wyraża przekonanie, że gospodarka amerykańska będzie coraz silniej przyspieszać, ciągnąć za sobą cały świat. Inwestorzy giełdowi zdają się mieć pewne wątpliwości co do możliwości zrealizowania tego optymistycznego scenariusza. Wobec napływających pod koniec tygodnia bardzo dobrych informacji indeksy w USA nie były w stanie mocniej wzrosnąć. To sygnał, że duża część pozytywnych wiadomości jest już zawarta w cenach akcji. Powstaje przy tym wrażenie, że rynek walutowy i obligacji dyskontuje bieżącą sytuację, zaś akcyjny wybiega myślami w przyszłość, obawiając się negatywnego wpływu aprecjacji dolara i podniesienia się rynkowych stóp procentowych na gospodarkę.
Unikaj:
Mieszko - spółka, która nawet w czasie szaleńczego wzrostu na rynku nie daje zarobić inwestorom, zazwyczaj w momencie pogorszenia koniunktury najszybciej traci na wartości.