O tym, że w czerwcu mogły być problemy z pożyczeniem akcji do krótkiej sprzedaży, może świadczyć fakt, że mimo iż pojawiało się wtedy dużo okazji do arbitrażu (przede wszystkim na KGHM, Pekao, Prokomie), którego można było dokonywać "krótko" sprzedając akcje i kupując kontrakty, to nie były one wykorzystywane. Potwierdzają to statystyki prowadzone przez KDPW, z których wynika, że w tym okresie zamiast przybywać, ubywało krótkich pozycji w akcjach. Jako przykład pojawiających się wtedy wielu okazji do arbitrażu może wystarczyć powyższa ilustracja.
Powrót do normalności
Sytuacja jednak szybko zmieniła się na przełomie czerwca i lipca. Od tej pory każde większe odchylenie kontraktu od instrumentu bazowego jest skrupulatnie wykorzystywane przez arbitrażystów. Oczywiście, dotyczy to tylko rynku kontraktów akcyjnych, gdyż w przypadku futures indeksowych, niedostateczna liczba akcji spółek, które można sprzedawać krótko, wyklucza możliwość stosowania bezpiecznego arbitrażu przy obecnych odchyleniach cen. Bazując na wspomnianych statystykach tworzonych przez KDPW, można dojść do wniosku, że do inwestorów wykorzystujących nieefektywne wyceny kontraktów akcyjnych, należy ponad 80% pozycji w kontraktach na BPH PBK i ponad 70% pozycji na Prokomie. Największa liczba transakcji arbitrażowych zauważalna jest na sesjach, podczas których dochodzi do dużych zmian cen. Wtedy transakcje te mają bardzo duży udział w obrocie kontraktami. I tak można wskazać sesję z 14 sierpnia na futures na BPH PBK. Średni wolumen na tej klasie pochodnych wynosi około 10 kontraktów, jednak tego dnia wzrósł do 77 sztuk, z czego aż 56 było zasługą arbitrażystów. W przypadku KGHM na sesji 28 lipca, 58 kontraktów spośród 134 zostało kupionych przez tych inwestorów. O braku okazji do arbitrażu, w którym "krótko" sprzedajemy akcje, można mówić w przypadku PKN Orlen i BRE Banku.
Technologiczne zacofanie
Transakcje arbitrażowe redukują nieefektywność oraz zwiększają płynność wciąż jeszcze słabo rozwiniętych kontraktów akcyjnych. Wiele do życzenia może tylko pozostawiać tempo, w jakim są zawierane. Kilkanaście sekund od pojawienia się zadowalających ofert na rynku to minimum czasu, jakiego potrzebują zarządzający. Biorąc pod uwagę fakt, że fundusze te zostały powołane specjalnie w tym celu, można było zakładać, że będą dysponowały specjalnym oprogramowaniem, podłączonym do systemu Warset, które automatycznie będzie wykrywało nadarzające się okazje i zawierało transakcje. Wtedy od momentu pojawienia się okazji do arbitrażu, do zawarcia transakcji minęłyby najwyżej 1-2 sekundy. Okazuje się jednak, że i w TFI Pioneer i w TFI Millennium zarządzający muszą sami składać zlecenia. To powoduje, że wielokrotnie spóźniają się o kilka sekund i zysk bez ryzyka przepada. Dzieje się tak szczególnie w sytuacjach, kiedy inwestorom silnie udzielają się emocje, co znacznie podnosi zmienność rynku, a tym samym tworzy szczególnie dużo okazji do arbitrażu.