Wczoraj na rynku, pierwszy raz w tym miesiącu, podaż wyraźniej zaznaczyła swoją obecność. Część inwestorów wykorzystała wysokie ceny z początku notowań do zamknięcia pozycji. Większa aktywność sprzedających wystarczyła jedynie do zredukowania całego początkowego wzrostu, ale była za mała, by zepchnąć WIG20 poniżej wtorkowego zamknięcia.
Jednocześnie wczorajsza sesja wpisała się w obraz rynku obserwowany od piątku. Końcówka dnia wciąż należy do podaży, która spycha indeks wyraźnie poniżej dziennego maksimum. Interesujące jest też to, że po raz pierwszy od długiego czasu na niektórych spółkach (KGHM, Prokom, spora grupa średnich firm) inwestorzy wyrażają zainteresowanie sprzedażą papierów po niższych cenach niż dzień wcześniej. Świadczą o tym znaczne obroty przy spadającym kursie. Do tej pory było tak, że gdy tylko ceny schodziły "na minus" podaż natychmiast się wyczerpywała. W sumie jednak wszystko są to zbyt słabe przesłanki, by prognozować mocniejsze osłabienie.
Wydaje się mało prawdopodobne, by po tak silnym wzroście natychmiast nastąpił odwrót. Patrząc w przeszłość wiele silnych ruchów w górę kończyło się okresem stabilizacji. Dopiero wybicie z niej dołem zapowiadało gorszy czas dla posiadaczy akcji. Choć można mieć zastrzeżenia co do zasadności zwyżki w tak dużym tempie, jak ostatnio - 10% w tydzień na WIG20 - to jednocześnie nie ma bezpośrednich powodów do pozbywania się akcji. Można zakładać, że w najbliższym czasie każda zniżka będzie wykorzystywana do ich kupna przez tych, którzy przedwcześnie się opuścili rynek i teraz żałują straconych zysków. Dopiero jeśli się okaże, że nie ma ich kto od nich odkupić, będzie można mówić o trwalszym przesileniu.
Jest prawdopodobne, że kapitał który pojawił się na rynku na ostatnich sesjach, szybko nie odpuści. Wiara w kontynuację zwyżki powinna wystarczyć przynajmniej na jakiś czas. Czy jednak znajdą się kolejne pieniądze, które przejmować akcje po jeszcze wyższych cenach? Będą to musiały być ogromne pieniądze, sądząc po wartości akcji, jakie zmieniły właściciela przez ostatni tydzień.