Reklama

Hausner nie wierzy finansom

Być może superminister uznał, że związkowcy i pracodawcy społecznie policzą lepiej niż podlegli mu urzędnicy, którzy za liczenie biorą pieniądze

Publikacja: 30.08.2003 11:36

Przychodzi baba do lekarza. - Panie doktorze, coś mnie boli - mówi. - Pani powie co, a ja pani to wytnę - odpowiada medyk.

Znają Państwo taki kawał? Nie? Oczywiście, że nie. Bo to nie jest dowcip. Tak mniej więcej zachował się wicepremier Jerzy Hausner, gdy pracodawcy i związki zawodowe razem zażądały wprowadzenia 19-proc. podatku od osób prowadzących działalność gospodarczą. Oczywiście wicepremier przyjął propozycję. Pod warunkiem że pomysłodawcy wskażą, skąd wziąć 2 mld zł, które budżet na tym rozwiązaniu straci.

Mam pewne podejrzenia, skąd się wzięło takie stanowisko superministra. Być może uznał, że związkowcy i pracodawcy lepiej umieją liczyć niż podlegli mu urzędnicy, z ministrem finansów Andrzejem Raczko na czele. A może wicepremier Hausner doszedł do wniosku, że pracodawcy i związkowcy dysponują o wiele lepszym sprzętem służącym do wyliczeń. Nic dziwnego - informatyzacja resortu finansów trwa prawie tyle samo lat, ile liczy sobie III Rzeczpospolita, a mimo wszystko urzędnicy skarbowi nie są w stanie mówić o tym, na czym pracują, bez tzw. negatywnych emocji.

Tak czy owak - recenzja, jaką wicepremier wystawił resortowi finansów, jest zła. Szczerze mówiąc, zaskakuje mnie fakt, że minister Raczko, było nie było, szef pomówionego resortu, nie zaprotestował przeciw tak niskim ocenom swoich podwładnych. W tej sytuacji powinien natychmiast zwołać konferencję prasową i złożyć zobowiązanie, że jego urzędnicy znajdą te 2 miliardy w ciągu 24 czy 48 godzin - i wszystko to w czynie społecznym. Ale tego nie zrobił, co oznacza, iż najwyraźniej podziela oceny wicepremiera Hausnera i też ma kiepską opinię o instytucji, którą przyszło mu kierować.

Inna sprawa, że opinie przedstawicieli rządu w sprawie 19--proc. podatku wskazują, że ktoś tam najwyraźniej liczyć nie umie. Mianowicie twierdzą oni, że takiej stawki nie będzie, bo na takim rozwiązaniu właściciele małych firm mogliby stracić. Stracić, czyli zapłacić budżetowi więcej. Wypadałoby się choć zdecydować - czy budżet na tym zarobi, a pracodawcy stracą, czy odwrotnie.

Reklama
Reklama

Dziwię się, że związkowcy i pracodawcy tego nie dostrzegli, podobnie jak nie zauważyli złej opinii wicepremiera Hausnera o resorcie finansów. Mogliby od razu zaproponować rozwiązanie, które się samo nasuwa. Skoro bowiem tamtejsi urzędnicy nie umieją liczyć, to może dałoby się zwolnić połowę z nich i w ten sposób zaoszczędzić trochę grosza. Inna sprawa - ten ostatni pomysł mógłby być nie do przełknięcia dla ministra Hausnera, bo to on wymyślił program "Pierwsza praca". Tymczasem jakość pracy Ministerstwa Finansów wskazuje, że właśnie ten resort z największym zapałem go realizuje.

Z drugiej jednak strony - podoba mi się stanowisko pana wicepremiera, o ile będzie ono powszechne. Ot, właśnie w Sejmie trwają prace nad ustawami podatkowymi. Z grubsza rzecz biorąc, chodzi o to, żeby zlikwidować większość ulg i odliczeń, które np. mnie jako podatnikowi przysługują, a w zamian dodać prawie niezauważalne zwiększenie kwoty wolnej. A więc, Panie Wicepremierze, dobrze, zgadzam się oddać fiskusowi więcej pieniędzy. Pod warunkiem że Pan mi wskaże, skąd wezmę te pieniądze, których w rezultacie zabraknie mi w budżecie domowym. Bez tego - nie dam ani grosza.

I co Pan na to?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama