Kolejna sesja potwierdzająca ogromną siłę obecnego trendu, na wysokich, ale nie euforycznych obrotach, ze zmianą liderów (CPL, SFT, AGO, BRE) i szeroko rosnącym rynkiem. Jakie może być lepsze potwierdzenie hossy?
Nie da się jednak ukryć, że entuzjazm rynku jest coraz większy (baza na rynku futures 27 pkt), w komentarzach coraz trudniej znaleźć pojęcie "opór" czy też "wykupienie", a na parkiet spływają kolejne fundusze drobnych ciułaczy, skuszonych dwu czy wręcz trzycyfrowymi stopami zwrotu. Tylko czy taki kapitał będzie w stanie udźwignąć podaż, która kiedyś w końcu zechce zrealizować zyski, niespotykane na GPW od czasów hossy internetowej? Tak, strona popytowa jest bardzo zdesperowana, ale nie wyobrażam sobie 900-pkt fali wzrostowej WIG20 bez żadnej poważniejszej korekty.
To czego byliśmy świadkami wczoraj to jeszcze nie euforia. Rynek pokazał prawdziwą siłę, rosnąc ponad 4,5% bez uczestnictwa Telekomunikacji. Ale pojawia się coraz więcej symptomów potwierdzających hurraoptymistyczne oczekiwania popytu. A zlecenia kupna PKC, o których inwestorzy przez trzy lata bessy już trochę zapomnieli, przeżywają swój renesans.
Hossa ma się dobrze. I w perspektywie kilku miesięcy będzie trwała. Chyba, że na świecie wydarzy się coś, o czym inwestorzy nie wiedzą i nie chciałyby wiedzieć. Na tak rozgrzanym rynku próby łapania krótkoterminowego czy średnioterminowego szczytu są po prostu loterią i najczęściej przynoszą straty, ale przed kupnem akcji na obecnych poziomach warto przeanalizować stosunek ryzyka do potencjalnego zysku, albo... wylać sobie wiadro zimnej wody na głowę. Tradycyjny, ale wciąż efektywny sposób na powstrzymanie się przed podejmowaniem nieprzemyślanych i emocjonalnych decyzji.
Zwróć uwagę: