Pioneer złożył w KPWiG wniosek o zmianę statutu funduszu, którego aktywa mają wartość ponad 65 mln zł. Termin likwidacji, pierwotnie planowany na styczeń 2005 r., został wyznaczony na styczeń 2004 r. TFI zdecydowało również o obniżeniu opłaty za umorzenie certyfikatów z 1,5% do 0,3%.
Skrócenia czasu trwania funduszu żądali posiadacze certyfikatów. Na początku maja wystąpili o zwołanie zgromadzenia inwestorów. Odbyło się ono w czerwcu. Z uwagi na bardzo niską frekwencję nie podjęto jednak decyzji o likwidacji (na zgromadzenie przyszli posiadacze 0,9% certyfikatów; za likwidacją muszą głosować inwestorzy mający co najmniej dwie trzecie udziałów w funduszu).
Główną przyczyną niezadowolenia inwestorów były kiepskie wyniki funduszu. Na koniec sierpnia, zgodnie z wyceną TFI, certyfikaty były warte niespełna 109 zł. Oznacza to wzrost o 9% w okresie blisko 1,5 roku, a po odjęciu opłaty manipulacyjnej o 6,5% (TFI pobierało przy sprzedaży od każdego certyfikatu 2,5 zł). Dużo więcej można było w tym czasie zarobić, inwestując w bony skarbowe.
"Arbitrażowy" radzi sobie gorzej, niż oczekiwało TFI, które - co wynika z konstrukcji opłaty za zarządzanie - spodziewało się co najmniej 20-proc. zysków w skali roku. Miały one pochodzić z transakcji arbitrażowych, zawieranych wtedy, gdy pojawiają się różnice w wycenie akcji i odpowiadających im kontraktów terminowych. Inwestorzy zarzucali zarządzającym, że takich okazji nie wykorzystują. W wydanym wczoraj oświadczeniu zarząd poinformował jednak, że w tej chwili takich możliwości jest znacznie mniej niż w chwili tworzenia funduszu. Dlatego wyniki funduszu są gorsze od założeń. Przypomniał też, że inwestorzy byli o takim ryzyku uprzedzeni.
W tej chwili jedyną możliwością "wyjścia" z inwestycji jest sprzedaż certyfikatów na giełdzie. Jednak, jak podkreśla zarząd, towarzystwa, mimo zawarcia umowy z animatorem rynku, ich płynność jest niewielka, a kursy są znacznie niższe od wartości wynikającej z wyceny aktywów funduszu.