W listopadzie niemiecki rząd opublikuje prognozę przyszłorocznych wpływów z podatków i prawdopodobnie okaże się, że będą one mniejsze niż się wcześniej spodziewano, gdyż gospodarka dopiero zaczyna wychodzić z drugiej już w ciągu dwóch lat recesji. Minister finansów Hans Eichel w wywiadzie telewizyjnym dla Bloomberg News powiedział, że ożywienie niemieckiej gospodarki w II półroczu będzie "stonowane". Zapewnił, że zostaną podjęte "olbrzymie wysiłki" w celu zredukowania przyszłorocznego deficytu budżetowego do 3% produktu krajowego brutto, a więc górnej granicy obowiązującej w strefie euro. Ale dodał, że będzie to bardzo duży problem.
Niemcy i Francja już w ub.r. przekroczyły dozwolony limit deficytu, zaproponowany przez Niemcy i przyjęty przez 12 krajów w celu wzmocnienia wspólnej waluty i ograniczenia inflacji. Oba kraje, których gospodarki generują prawie połowę PKB całej strefy euro, zapewne przekroczą ten limit również w tym roku.
Minister Eichel przyznał, że niemiecki deficyt budżetowy może w tym roku sięgnąć 3,8% PKB, wobec 3,5% przed rokiem. We Francji będzie zapewne jeszcze większy. Naruszanie unijnych przepisów przez trzy lata może być ukarane grzywną. Może ona sięgnąć 0,5% PKB, który w Niemczech wynosi 2,2 bln USD.
Przedstawiciele obu rządów nie ukrywają jednak, że o wiele ważniejsze jest dla nich przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego, niż dostosowanie deficytu budżetowego do wymaganego poziomu. Kanclerz Schroeder argumentuje, że zmniejszenie deficytu będzie możliwe tylko przy szybszym rozwoju gospodarki i dlatego jego rząd zdecydował się przyspieszyć redukcję podatków dochodowych, co pozostawi w kieszeniach obywateli 15,6 mld euro już w przyszłym roku.
Minister Eichel przyznał wprawdzie, że gospodarka dopiero zaczyna ożywiać się po trzech latach stagnacji, ale duże nadzieje pokłada we wzroście eksportu. Utrzymuje on jedną trzecią miejsc pracy w Niemczech, a szanse jego rozwoju wynikają z poprawy koniunktury zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ale również w Japonii.