Spodziewane na początku tygodnia odbicie miało pokazać, w jakim stanie rynek obecnie się znajduje. Zatrzymanie wzrostu już na średniej kroczącej i przebitej ostatnio linii trendu wzrostowego nie pozostawiło inwestorom wątpliwości, że po raz kolejny należy przetestować poniedziałkowe dołki oddalone o ponad 200 pkt od szczytu. Taki jednosesyjny 70-pkt spadek byłby uznany kiedyś za rynkowy dramat. Jednak jeśli uwzględnimy ponad 3-krotny wzrost zmienności (mierzonej 14-sesyjnym ATR) w stosunku do lipca, to taka przecena szoku już nie wywołuje. Co dalej? Wczorajsza sesja potwierdziła, że nie ma teraz szans na nowe rekordy. Nawet jeśli ostatnie spadki miałyby okazać się jedynie korektą dalszej hossy, to ochłodziły rozgrzane głowy byków przynajmniej na kilkanaście sesji.
Jeśli jednak miałbym spojrzeć tylko na dzisiejszy dzień, to zwróciłbym uwagę na "sztuczność" ponad 30-pkt spadku z końcówki wtorkowej sesji. Przez ostatnie ponad pół godziny handlu kontrolę nad rynkiem przejęły fundusze arbitrażowe, które dużymi koszykami akcji rozpoczęły zamykanie swoich pozycji. Wyprzedaż akcji rozpoczęła się dokładnie w momencie wyzerowania bazy. Tak więc spadek nie do końca oddawał nastroje wśród funduszy emerytalnych, czy inwestycyjnych. Te jedynie biernie się temu przyglądały, a dzisiaj gdy z początku sesji zabraknie podaży ze strony arbitrażystów, rynek ma spore szanse na przynajmniej 20-30-pkt odreagowanie. Sygnałem do mocniejszego wzrostu byłoby pokonanie wczorajszego szczytu (najlepiej przy utrzymaniu powyżej minimów z tego tygodnia), a do głębszych spadków zachęci ponowny nieudany test średniej kroczącej i zejście pod 1560 pkt. Jeśli miałbym coś wybierać, to pamiętając o 11 września (emocje, emocje) i dużej zmienności ograniczyłbym się jedynie do daytradingu.