Transformacja gospodarcza i polityczna krajów socjalistycznych jeszcze się nie zakończyła, gdyż wciąż wiele z nich, w tym Polska, trwa w demokracji socjalkapitalistycznej. System ten charakteryzuje wyzysk konsumentów-podatników przez uprzywilejowane grupy społeczne, wywodzące się jeszcze z systemu socjalistycznego i już z systemu kapitalistycznego. Rolnicy i pracownicy deficytowych przedsiębiorstw państwowych wraz z coraz liczniejszą grupą emerytów i rencistów oraz coraz bardziej wpływową i jednoczącą się grupą najbogatszych przedsiębiorców stworzyli prawdziwą oligarchię społeczno-ekonomiczną. Choć interesy tych grup wydają się sprzeczne - jedni chcą dostać więcej, gdy inni chcą płacić mniej, to kuriozalnie wpływy te się nie znoszą i rośnie nacisk podatkowy na klasę średnią - drobnych przedsiębiorców, profesjonalistów i menedżerów, wykształconą młodzież. Na uwagę zasługuje jednoczenie się polskiej oligarchii finansowej, której pierwszym wspólnym pomysłem jest wprowadzenie jednolitego 19-proc. podatku dla wszystkich prowadzących działalność gospodarczą, do czego przekonani zostali premier i prezydent oraz część mediów i społeczeństwa. Niestety, Ministerstwo Finansów rozwiało ten mit i poinformowało, że rozwiązanie to będzie korzystne maksymalnie dla 100 tys. podatników, a niekorzystne dla 1,5 mln podatników oraz dla budżetu państwa. Ambiwalentnych propozycji ze strony oligarchii finansowej w przygotowywanych właśnie przez Sejm ustawach podatkowych jest więcej. Szczególnie humorystycznie brzmi propozycja podniesienia progu uprawniającego do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów dla osób fizycznych odpisów amortyzacyjnych za samochody powyżej wartości 40 tys. euro (obecnie obowiązuje 20 tys. euro). Chciałoby się zamortyzować małego Jaguara.
Organizowanie się kolejnych grup społecznych w obronie własnego, wąsko pojętego interesu ekonomicznego będzie się nasilać wobec braku zdecydowanej poprawy sytuacji gospodarczej i coraz agresywniejszej postawie rewindykacyjnej podgrzewanej przez populistycznych polityków. Okazję stanowią przecież każde wybory i coroczne uchwalanie budżetu - a nie da się do końca pogodzić interesów emerytów i rencistów na państwowym wikcie z interesami młodych.
W demokracji większość ma zawsze rację, więc co rozsądniejsze kraje próbują zwiększyć partycypację w wyborach młodych osób, obniżając próg wyborczy (ostatnio w Austrii od 16 lat) czy sięgając do demokracji bezpośredniej (obowiązkowe referenda w Szwajcarii), bo jak inaczej w demokracji odnaleźć faktyczny interes państwa i większości obywateli?