Jeśli chodzi o Skandynawię, to ten rok traktujemy jeszcze trochę doświadczalnie, wprowadzając nowe modele. Myślę, że w przyszłym roku można już oczekiwać zysków. Amica już teraz jednak realizuje swoją marżę, dostarczając produkty do duńskiej firmy Gram, którą kupiliśmy. Trudna jest sytuacja w Niemczech. Idzie nam ciężko, ale utrzymujemy pozycję. Bardzo ważne są dla nas także kraje byłego ZSRR. Tam notujemy przyrost sprzedaży rzędu 30-40%. To już są sumy około 100 mln zł. Tam budujemy struktury.
To może warto pomyśleć o produkcji na Wschodzie?
Myślimy o tym, tylko najpierw musimy uporać się z restrukturyzacją. Wiemy, co chcemy robić w Rosji, i gdzie chcemy to robić.
Czy Amice nie grozi zbyt duże zadłużenie? W raporcie po I półroczu 2002 r. audytor zwrócił na to uwagę.
Nie lubię tego robić, ale powiem, że było to niepoważne ze strony audytora. Wcześniej poziom zadłużenia był znacznie większy i uwag nie było. Bardzo wyraźnie schodzimy z zadłużenia. Obecnie jest to ok. 250 mln zł, w przyszłym roku będzie już poniżej 200 mln zł.
Na rynku co jakiś czas pojawiają się pogłoski o wejściu do Amiki inwestora strategicznego. Czy są takie plany?
W tej chwili sprzedaż Amiki nie wchodzi w grę. Ceny są po prostu za niskie. Jeżeli rynki wykażą wzrost, to interesujące oferty będą zawsze przez nas rozpatrywane. Amica, biorąc pod uwagę ostatnie transakcje na rynku AGD, jest warta od 100 mln dolarów wzwyż. I jeszcze jedna rzecz. Proszę nie traktować rozmów, jakie prowadzimy z wieloma światowymi koncernami, jako rozmów na temat sprzedaży firmy. Takie rozmowy prowadzimy zawsze, prowadzą je wszyscy gracze na tym rynku. Dotyczącą one najczęściej współpracy produktowej.
Dzię