Jedynie niewielkimi wzrostami cen rynek ropy naftowej zareagował na środową informację Departamentu Energetyki o drastycznym spadku amerykańskich zapasów tego surowca. Zapasy te okazały się aż o 4,2 mln baryłek mniejsze niż przed tygodniem, podczas gdy analitycy spodziewali się ich wzrostu o 800 tys. baryłek. Cena ropy od pewnego czasu utrzymuje się w spadkowym trendzie, a decyduje o tym przekonanie, że sytuacja w Iraku, wprawdzie powoli, ale poprawia się. Wczoraj rzecznik amerykańskiej armii poinformował, że najdalej w połowie przyszłego tygodnia zostanie naprawiony rurociąg, wykorzystywany do eksportu ropy do Turcji. Gwałtownej zwyżce cen kontraktów terminowych na ropę zapobiegła też informacja Departamentu Energetyki o wzroście zapasów oleju opałowego, a przed nadchodzącą zimą to jest teraz w USA najważniejsze.

W rezultacie cena baryłki ropy Brent z dostawą w październiku wzrosła na londyńskiej giełdzie do 27,60 USD z 27,52 na środowym zamknięciu.

Kontrakty terminowe na miedź po raz pierwszy w tym tygodniu zdrożały i to dość znacznie, bo cena tony tego metalu z dostawą za trzy miesiące wzrosła po południu na giełdzie w Londynie o 24 USD, czyli o 1,4%, do 1799 USD. Przyczyny takiej zwyżki były dwie. Po pierwsze od poniedziałku miedź staniała o 2,8%, a po drugie uczestnicy tego rynku po dzisiejszych raportach o sprzedaży detalicznej i zaufaniu konsumentów spodziewają się dalszych dowodów przyspieszenia gospodarczego w USA.

Złoto natomiast wczoraj staniało, gdyż w oczekiwaniu na wspomniane wyżej wskaźniki umocnił się kurs dolara wobec euro i jena. Uncja złota z dostawą w grudniu kosztowała na nowojorskim rynku Comex 377,2 USD, a więc o 1% mniej niż w środę.