Po czwartkowym podbiciu cen, w piątek kontrakty osiągnęły dzienne maksimum (1569 pkt) przed otwarciem rynku akcji. Wkrótce po godz. 10.00, kiedy otworzył się rynek kasowy, optymizm przygasł. Odtąd przez większą część sesji, nie licząc drobnych wahnięć, kontrakty poruszały się w trendzie bocznym w przedziale 1550-1560 pkt. Na rynku zapanował marazm aż do godz 15.00. Zaczęło się od przebicia poziomu 300 zł przez BPH. To musiało podziałać na wyobraźnię inwestorów i wzbudziło negatywne emocje. Wkrótce na szeroki rynek wkroczył niedźwiedź, czego efektem jest zamknięcie futures w okolicy ostatniego minimum.
W składzie indeksu WIG20 banki stanowią około 40%. Jeśli doliczyć do tego TP, to mamy bezwzględną większość. O tym, że do czasu emisji BACA nie ma co liczyć na zwyżkę banków, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Podobnie jest z Telekomunikacją, nad którą wisi widmo sprzedaży 15% akcji będących w posiadaniu Skarbu Państwa. Motorem ewentualnej zwyżki może być zatem PKN Orlen i KGHM oraz spółki informatyczne. Jednak atak na szczyty powyżej 1700 pkt wydaje się w takiej sytuacji mało prawdopodobny. Wtorkowa informacja o jak najszybszym debiucie na GPW z Banku Austria zmieniła całkowicie obraz rynku na najbliższe kilkanaście tygodni, do czasu uplasowania tych emisji. Znacznie lepsze rokowania ma w tej chwili MIDWIG.
Patrząc na LOP (należy brać teraz pod uwagę sumę serii) - jest niski. Na razie zbyt niski, by móc się spodziewać zdecydowanego ruchu w którąś stronę. Jednakże przebicie ostatnich dołków o około 40 pkt i osiągnięcie wsparcia w okolicy 1480 pkt. jest prawdopodobne.
Jednak równie prawdopodobne jest podbicie do 1570 pkt. Graczom średnioterminowym zalecałbym powstrzymanie się od zajmowania pozycji.