Im bliżej poziomu 1500 punktów, tym bardziej animusz podaży się wyczerpuje. Wczorajsza sesja, z najniższymi od początku sierpnia obrotami (213 mln w notowaniach ciągłych) pokazuje, iż swoboda, z jaką działali sprzedający, gdzieś umknęła. Z drugiej jednak strony, mimo dynamicznego przebiegu zarówno trendu, jak i korekty (praktycznie bez żadnych konsolidacji), popyt jest zbyt przestraszony 230-punktowym spadkiem, by doprowadzić do mocnego kontrataku. Nie pomaga w tym bardzo słabe zachowanie sektora bankowego (wczoraj kolejną ofiarą tego zjawiska padły akcje BRE -4,6%), bez którego rynek nie zrealizuje kolejnej fali hossy, zakładając nawet mocne wzrosty spółek IT.
W pewnym stopniu zawahanie kupujących to skutek zawiedzonych nadziei związanych z wybiciem DAX powyżej 3500 pkt i S&P500 powyżej 1015 pkt, które zamiast mocnej kontynuacji hossy przyniosły nerwowe konsolidacje tuż nad tymi poziomami. Strona popytowa na GPW w końcu zdała sobie sprawę, że wzrosty wbrew koniunkturze światowej nie mogą trwać w nieskończoność.
Wydaje się, że czas na kilku- lub kilkunastosesyjną konsolidację w okolicach 1500 punktów, przygotowującą do dalszych wzrostów. Oczekiwanie na tradycyjną sezonową poprawę koniunktury w połowie października, które miałoby przynieść kolejną falę hossy, jest jednak na rynku tak powszechne, że szansa na realizację tego scenariusza jest minimalna. Najbardziej prawdopodobnym zachowaniem wydaje się więc wcześniejsze wybicie w górę bądź też alternatywny scenariusz, zakładający obsunięcie rynku do kolejnej istotnej bariery popytowej, czyli 1400 punktów, pod wpływem spadków na świecie. Trend główny pozostaje jednak wzrostowy i trzeba o tym pamiętać, mimo znacznego pogorszenia nastrojów.
Zwróć uwagę:
Kogeneracja - stabilny trend wzrostowy i wciąż niskie