Fundusze najwyraźniej przedłużyły sobie weekend i efekt tego taki, że obroty na rynku kasowym były najniższe od ponad miesiąca. Przy takiej aktywności i dziurach w ofertach więcej było przypadkowych ruchów niż faktycznego wyrażania giełdowych nastrojów. Z braku innych impulsów zaczęliśmy nawet w końcu oglądać się na zachodnie parkiety. Z początku sesji wspominając amerykańskie piątkowe notowania, w końcówce bojąc się trochę węgierskiego Bux, który ma coraz większą ochotę skopiować "polską" falę spadkową.
Ogólnie jednak sesja bez większych emocji i sygnałów. Takim będzie dopiero choćby wyjście kontraktów nad szczyty przy 1569 pkt. Istotność tego poziomu wzmacnia także fakt, że jutro będzie też tam przebiegać nasza średnia. Jeśli spojrzeć na ostatni miesiąc notowań, to ostatnie dwa sygnały z niego płynące przyniosły na wzroście ponad 300 pkt zysku, a w czasie korekty kolejne 150 pkt (do tej pory). Przeciwnicy szukania trendu przytoczą, oczywiście, nieco więcej stratnych sygnałów z podobnych średnich, ale trzycyfrowego wyniku wśród nich na pewno nie będzie.
Byki myśląc o wzrostach większych niż odreagowanie muszą więc czekać na pokonanie średniej i ewentualne podwójne dno przy utrzymaniu coraz mocniejszego wsparcia 1510 pkt. A niedźwiedziom pozostaje oczekiwać wybicia dołem, które sprowadzi kontrakty w okolice 1460 pkt. Dlaczego tam? To po pierwsze zasięg wybicia wykreślony przez rozpiętość ostatniej kilkudniowej konsolidacji, a z nieco dłuższej perspektywy patrząc, bardzo ważne wsparcie na szczytach z początku 2002 roku. W sierpniu przebicie tej bariery po kilkudniowej walce zdynamizowało hossę i zapewne przy dalszym spadku także i tym razem byki mocno będą walczyć o ten poziom. Tym razem, by uznać spadki jedynie za ruch powrotny.