Po lekkim tąpnięciu na światowych giełdach na początku zeszłego tygodnia, atmosfera nieco uspokoiła się. S&P 500 zanotował dwie wzrostowe sesje, od zwyżki rozpoczął także notowania poniedziałkowe. Tempo, w takim indeks odrabia straty nie pozwala na rozwianie wątpliwości, czy światowe rynki akcji są w tej chwili w stanie powrócić do trendu wzrostowego. Gdyby przyjrzeć się wykresowi S&P 500 w ostatnich sześciu tygodniach, to okaże się, że zeszłotygodniowy spadek doprowadził do przełamania wzrostowej linii trendu, wzdłuż której poruszał się indeks. Ostatnie dwa dni to na razie tylko ruch powrotny do tej prostej, potwierdzany przez malejące obroty. Do zmiany trendu krótkoterminowego na spadkowy brakuje tylko jednego elementu - przełamania wsparcia na 1011 pkt. Sytuacja indeksu Nasdaq Composite jest bardzo podobna. Dwie wzrostowe sesje nie są w stanie zatrzeć niekorzystnego wrażenia, jakie zrobiła zeszłotygodniowa luka bessy. Rynek spółek technologicznych znajdował się w podobnej sytuacji (chodzi o lukę bessy) w połowie lipca. Wtedy cała korekta zamknęła się w 110 punktach (6,5%), a od ukształtowania luki do końca spadku indeks stracił 50 punktów. Nie wydaje się, żeby tym razem posiadacze akcji mieli "wykpić się" raptem 60-punkową zniżką i zakończeniem korekty bezpośrednio po luce bessy. Testowanie wsparcia znajdującego się na 1750 pkt. wydaje się nieuniknione. Na tej wysokości znajduje się najważniejsza w tej chwili linii trenu, oraz szczyt notowań z połowy lipca.

Trudno o optymizm patrząc na wykres niemieckiego DAX. Mimo, że indeks kontynuuje trend wzrostowy, który rozpoczął w połowie marca, to tempo zwyżki spada. Kolejne linie trendu, opisujące przebieg wzrostów, są coraz mniej stromo nachylone. Brakuje tylko katalizatora, który przyspieszyłby to, co wydaje się nieuniknione. Z technicznego punktu widzenia czynnikiem przesądzającym o załamaniu na niemieckim rynku, może być wybicie z kanału wzrostowego, w którym DAX porusza się przez ostatnie 2,5 miesiąca. Wykres indeksu właśnie testuje dolne ramię tej figury.